5961. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
252. dzień panowania Roberta Fryderyka
Park Stołeczny, Vanderlei Bouboulina-à-la-Triste, 08.02.2018 r. o 15:38:50, tantiemy: 10 518.00 lt
[Puchar Króla Teutonii] Wyniki po spotkaniach pierwszej rundy
Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
H61371ge.png


W
dniu wczorajszym rozegrane zostały cztery mecze pierwszej rundy Turnieju o Puchar Króla Teutonii. Rywalizacja była zacięta, a poziom niezwykle wyrównany. W efekcie, tylko w jednym spotkaniu rozstrzygnięcie padło po regulaminowych 90 minutach gry. W dwóch pozostałych meczach do wyłonienia zwycięzcy potrzebna była dogrywka, a w ostatnim - konkurs jedenastek.

YK Słoniki Sodomia - Futbólfeaán Auterra (stadion im. Cesarza Jakoba w Zielnyborze)

Mecz między Słonikami a Futbólfeaán Auterra zbiegł się z inauguracją 40 sezonu Ligi Królewskiej, więc zielnyborscy kibice tłumnie zgromadzeni na stadionie cesarskim, równolegle do obserwowania boiskowych poczynań sodomitów i ekipy úren Lóarden, bacznie śledzili wynik spotkania rozgrywanego na stadionie Millenáris Sporttelep w Budapeszcie, gdzie miejscowy Budapesti TC podejmował broniący tytułu mistrzowskiego zespół FC Zielnybor (po końcowym gwizdu było 0-2). Oczekiwanie na rezultat ze stolicy Węgier nie przeszkadzało jednak teutońskim fanom w prowadzeniu gorącego dopingu zarówno podopiecznych trenera Leszka de Ruth jak i Daniela von Schwarz-Saryoni, tym bardziej, że na stadionie obecne były pokaźne grupy żarliwych kibiców zarówno jednej jak i drugiej drużyny (zielnyborski fanklub Słoników Sodomia jest jednym z najliczniejszych w Sarmacji).

Obie ekipy podeszły do konfrontacji ostrożnie, decydując się na defensywne ustawienie i zachowawczą taktykę. Przesadny szacunek dla klasy rywala ze strony obydwu drużyn dało się także wyczuć w trakcie meczu, który przypominał bardziej piłkarskie szachy niż radosną naparzankę aż do utraty tchu i świadomości.

Przez całe spotkanie lekką optyczną przewagę miały Słoniki. Starzy mistrzowie kontrolowali grę, częściej posiadając piłkę i nie pozwalając swoim przeciwnikom stworzyć ani jednej klarownej sytuacji bramkowej. Sami wprawdzie dwukrotnie zagrozili bramce rywali, ale nie przełożyło się to na zdobycie chociaż jednego gola w regulaminowym czasie gry.

Cierpliwość Słoników opłaciła się jednak i w dogrywce podopieczni Leszka de Ruth ostatecznie zdołali przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Gola na wagę awansu zdobył w 119 minucie po pełnym namiętności, atomowym strzale ze swojej młodej, zdrowej armaty, niespełna 20-letni Jere Tamminen.

P3322u9J.jpg
Trzy legendy Słoników (od lewej): Isaksson, Sagrén i Frost na pamiątkowym zdjęciu dla prasy tuż po końcowym gwizdu.


RVT Hrabia Ruhnhoff - FKK Rantiochskie Krasnoludy (stadion im. Hołdu Narodu Teutońskiego wobec licznych wdzięków Katarzyny Hergemon-Euskadi w Eltdorfie)

Bratobójczy pojedynek między dwiema teutońskimi drużynami w Eltdorfie to jedyne spotkanie, w którym kibice doczekali się rozstrzygnięcia w regulaminowym czasie gry. To również jedyne spotkanie, w którym fani mogli podziwiać aż cztery gole.

Zarówno trener Demollari jak i trener Ullemark postanowili na otwarty futbol i grę o pełną pulę, chociaż uczciwie zaznaczyć trzeba, iż Krasnoludy nie wyszły na murawę w swoim najmocniejszym składzie, co jeszcze przed pierwszym gwizdkiem dało pewien handicap ekipie z Ruhnhoff.

Już w 7 minucie, po silnym strzale z dystansu Acremana, nie do końca rozgrzany jeszcze bramkarz Krasnoludów Zwaanswijk mógł jedynie ze zdziwieniem obserwować, jak futbolówka - niczym jaskółka w pełnym locie nagle uwięziona w morderczym potrzasku - rozpaczliwie załopotała w siatce jego brami. Było 1-0 dla Telewizorków.

33 minuta meczu przyniosła drugą bramkę dla Hrabiów. Obrońca Martin Sampayo wykorzystał wykwintne podanie swojego kolegi z zespołu, Noaha Kulsenga, i nie namyślając się wiele huknął z woleja w stronę prawego okienka bramki Zwaanswijka, który tym razem wprawdzie wyszedł z roli statycznego widza i nawet ofiarnie rzucił się w stronę nadlatującej futbolówki, ale niewiele mógł zrobić, biorąc pod uwagę wyjątkową siłę i precyzję trafienia.

Pierwsza połowa skończyła się wynikiem 2-0 dla Telewizorków.

Po przerwie nie działo się już tak wiele. Krasnoludy jakby pogodzone z porażką nie rwały się do szaleńczych ataków, uważnie celebrując każdy kontakt z futbolówką. Również Hrabiowie zdawali się oszczędzać siły na kolejne mecze. Dopiero wejście rezerwowych ożywiło ów lekko zalatujący monotonią piłkarski spektakl. W 83 minucie napastnik RVT Bonde Ringrost, który pojawił się na murawie w 75 minucie za Acremana, dał upust swoim niespożytym siłom. Młodzian przeprowadził szybką dwójkową akcję z Pinardim, wprowadzając całkowity chaos w szeregach obronnych Krasnoludów, a następnie widząc, że ma trochę miejsca, posłał silny strzał po ziemi prosto w światło bramki rywali. Na tablicy wyników pojawiło się 3-0 dla podopiecznych trenera Demollari.

Honorowe trafienie dla FKK zaliczył w 88 minucie po precyzyjnej głowce - również rezerwowy - Evan Pila . Nie zmieniło to jednak faktu, że w pełni zasłużenie w dalszej fazie turnieju zobaczymy Telewizorki.

T20rMb4u.jpg
Specjalistka od przygotowania fizycznego ekipy Hrabiów po skończonym meczu rozmawia z delegatem technicznym MUP na temat zasadności wprowadzenia systemu VAR do sarmackiego futbolu. W tle świętujący zwycięstwo Babkiewicz.


FC Czarnolas – Synowie Wandy (stadion im. Buntowników, banitów i patriotów w Złotym Grodzie)

Pojedynek dwóch gigantów - tak śmiało i bez żadnej przesady można nazwać starcie drużyn, które wybiegły na murawę w środowy wieczór w Złotym Grodzie.

Już w trakcie przedmeczowej konferencji prasowej trener Wandejczyków – Michał Michaelus – butnie zaznaczał, że jego podopieczni przyjeżdżają do Teutonii po końcowy tryumf. Przebieg konfrontacji Synów z hegemonem z Czarnolasu wydaje się potwierdzać, że deklaracja ta była jak najbardziej szczera.

Synowie od pierwszych minut rzucili się na Gellończyków niczym wygłodniałe hieny na potężne, chociaż wymęczone trudami sezonu, zwierzę. Wandejczycy doskakiwali do przeciwników, kąsali i odskakiwali, zdając sobie doskonale sprawę, że wystarczy chwila nieuwagi, by ów czarnoleski niemrawy gigant, zmiótł ich marzenia o zwycięstwie choćby niedbałym machnięciem łapą.

Starania Synów przyniosły efekt w 30 minucie, kiedy Leon Burlett uruchomił pięknym prostopadłym podaniem Timura Golovacheva, a ten niczym professour przetruchtał jeszcze kilka metrów z futbolówką wprost na przygotowującego się do interwencji Bailey'a, zamarkował strzał po ziemi i gdy tylko bramkarz zrobił wykrok, spokojnym technicznym lobbem posłał futbolówkę kilkanaście centymetrów nad jego lewym ramieniem wprost do siatki. Było 1-0 dla Świeckich i końca pierwszej połowy wynik ten nie uległ już zmianie.

W drugiej połowie Synowie wciąż nacierali, jakby uskrzydleni swoim sukcesem i niemocą podopiecznych trenera Leszczyńskiego. Ich ataki były coraz bardziej finezyjne i bezczelne, tak dalece, że z czasem do gry wandusów wkradła się nutka nonszalancji. To zemściło się w 54 minucie, kiedy FC Czarnolas stworzył sobie jedną jedyną w meczu sytuację bramkową. Niepilnowany przed polem karnym Babiński, jakby od niechcenia, rozglądając się na boki i kontemplując piękno teutońskiej architektury, musnął futbolówkę, a ta, niczym piękna baletnica - leciutko, zwiewnie – popłynęła zielonym bezkresem murawy wprost pod nogi Aarona Streicha. Streich znał się doskonale na swojej robocie i wiedział co do niego należy. Jak robot - automatycznie i bez emocji - wykonał wyrok. Było 1-1. Cisza na stadionie.

Dobrych kilka minut trwało nim Wandejczycy otrząsnęli się po wyrównującym trafieniu. Mimo to, gdy już do tego doszło i Świeccy pogodzili się ze swoim losem, udało im się ponownie rozpalić w sobie zwierzęcą żądzę wygranej. W efekcie, w stronę czarnoleskich bastionów zwieńczonych redutą bramki Bailey'a, raz za razem sunąć zaczęły kolejne szturmy czerwonej ofensywy Synów. Pomimo tak wielkiego zapału i szczerych chęci piłkarzy spod znaku czerwonej gwiazdy do końca regulaminowego czasu gry wynik nie uległ zmianie.

W dogrywce widać było wyraźnie, że obie ekipy są już solidne zmęczone. Gra stała się spokojna, wyraźnie obliczona na przeczekanie i regenerację sił przed loterią rzutów karnych. Gdy już wszystko wskazywało na to, że widzowie zgromadzeni na stadionie w Złotym Grodzie będą światkami pierwszego podczas tego turnieju konkursu jedenastek, w doliczonej 121 minucie spotkania, we względnie neutralnej i niegroźnej sytuacji, nienaciskany przez przeciwnika Aborcjusz Winnicki, chcąc wycofać piłkę do bramkarza, skiksował fatalnie i na tyle niefortunnie, że futbolówka minęła o centymetry nogę Bailey'a i tocząc się niedbale przekroczyła linię bramkową czarnolesian.

Na stadionie znów nastała cisza i trwała przez ciągnące się w nieskończoność kilka sekund. Zwierzęcy ryk tłumów jaki później przeszył powietrze nad trybunami areny buntowników, banitów i patriotów, nie tylko poderwał do lotu wszystkie okoliczne mewy, czaple i perkozy, ale był słyszany zapewne aż hen daleko w Jakobstadt.

63L3h2f2.jpg
Aborcjusz Winnicki (leży na murawie) chwilę po strzelonym samobóju, jeszcze nie do końca świadomy tego, co się własnie stało.


SKSV Loardia Auterra - Margońskie Konie (stadion im. Bohaterów Maja w Srebrnym Rogu)

Przed meczem wydawało się, że występujące na co dzień w ekstraklasie Margońskie Konie bezlitośnie stratują trzecioligową Loardię Auterra, nie pozostawiając żadnych złudzeń, co do różnicy klas dzielącej obie ekipy. Na taki scenariusz wskazywała również historia spotkań między tymi drużynami, kiedy to zawsze wyraźnie górą byli margończycy.

Teoria jednak ma to do siebie, że jest czysto teoretyczna i bardzo często nie wytrzymuje konfrontacji z praktyką. Tak miało być również w tym przypadku.

Trener Loardii Auterra przystąpił do meczu bez kompleksów, stawiając na klasyczne 442. Założenie było proste - rozprowadzanie piłki przez środek pola do skrzydłowych, ci zaś, po wykonaniu imponujących rajdów przy linii bocznej boiska, dośrodkowują futbolówkę wprost na wbiegających w pole karne napastników. Klasyka gatunku - to znamy, to lubimy. Szkoleniowiec Koni zdecydował się na bardziej zachowawczą i ostrożną taktykę z pięcioma obrońcami, czterema piłkarzami w pomocy i jednym, osamotnionym, napastnikiem.

Który trener dokonał trafniejszych wyborów taktycznych? Nie nam oceniać, jednak obiektywnie stwierdzić należy, że różnicy klas między obiema ekipami w ogóle nie było widać. Mecz był zacięty, wyrównany, a neutralny widz, niezagłębiony w arkana sarmackiego futbolu, pomyślałby pewnie, że oto na murawie starły się dwie porównywalnie mocne drużyny, grające na co dzień w tej samej klasie rozgrywkowej. Twarda teutońska rywalizacja bark w bark, bez odstawiania nogi, bez pobłażania sobie, bez respektu dla rywala. Walka o każdy centymetr murawy, o każde podanie, o każdą sekundę kontaktu z futbolówką. Przyjmij – podaj – przyjmij – podaj. Straciłeś – odbierz - podaj. Niby nic nadzwyczajnego, nic ciekawego, ktoś mógłby powiedzieć nawet, ot zwykła kopanina, ale nie, nie my, nie w Teutonii. Tutaj nazywamy to futbolem. Prawdziwym, pięknym futbolem.

Obie drużyny stworzyły sobie w meczu po dwie okazje bramkowe, jednak nie przełożyło się to na gole w regulaminowym czasie gry. Również 30 minut dogrywki nie przyniosło rozstrzygnięcia i o tym, która ekipa przejdzie do kolejnej fazy rozgrywek musiały zadecydować rzuty karne, a właściwie, ósma seria konkursu jedenastek, w której, przy stanie 7-7, Kennet Wallender z Loardii Auterra wziął nienaturalnie długi rozbieg, długimi susami zaczął zbliżać się do piłki i gdy wszystko wskazywało na to, że za chwilę huknie z całej siły w jedno z okienek brami strzeżonej przez Matejkę, Wallander, na sekundę logiczną przed strzałem, nabrał wątpliwości, zawahał się, stracił impet i kopnięta przez niego piłka niemrawo potoczyła się prosto w rękawice niemuszącego nawet interweniować bramkarza Koni. Chwilę później sam Matejko dopełnił formalności i silnym strzałem w lewy róg bramki nie dał szans swojemu koledze po fachu z Auterry. Sędzia zagwizdał, było 7:8 dla Koni.

9k5yj7vQ.jpg
Bramkarz ekipy Koni, Jakub Matejko, chwilę po obronieniu rzutu karnego, strzela zwycięską bramkę dla swojej ekipy.


Tak oto wyłonionych zostało wszystko czterech półfinalistów Turnieju o Puchar Króla Teutonii. Półfinały rozegrane zostaną w sobotę o 19.30 na stadionach w Złotym Grodzie i Zielnyborze. Pary prezentują się następująco:
YK Słoniki Sodomia - RVT Hrabia Ruhnhoff
(stadion im. Buntowników, banitów i patriotów w Złotym Grodzie)

Margońskie Konie – Synowie Wandy
(stadion im. Cesarza Jakoba w Zielnyborze)

Niech wygra lepszy! Niech żyje Teutonia!
Dotacje
Serduszka
Nie jesteś zalogowany i nie dodasz serduszka
Komentarze
Lubią ten komentarz: Leszek de Ruth.
Vladimir ik Lihtenštán, 08.02.2018 r. o 19:23:49
Dlaczego nie w GT? :(
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Michał Michaelus, 08.02.2018 r. o 19:32:11
Świeccy nie zwalniają pucharowego tempa!
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Michał Michaelus, Ignacy Urban de Ruth.
Timan Demollari, 08.02.2018 r. o 19:39:32
Nienawidzę tego słowa, ale przełamię się i powiem, że ta relacja to prawdziwe sztosiwo.

Kibice Hrabiów dawno nie smakowali zwycięstwa nad Krasnoludami, więc zdecydowanie cieszy nas taki obrót spraw. W nagrodę czeka nas kolejny klasyk z YK Słonikami. Pewnym minusem jest konieczność telepania się do Złotego Grodu, co nigdy nie należało do ulubionych zajęć mieszkańców Enderasji.

Wiadomo już gdzie rozegrany zostanie finał?
odpowiedz
Vanderlei Bouboulina-à-la-Triste, 08.02.2018 r. o 20:50:03
@demollari Final oczywiście w stolicy, na Bohaterów Maja.
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Michał Michaelus.
Gotfryd Slavik de Ruth, 09.02.2018 r. o 21:46:55
Ciekawe sie robi. Hrabiowie kolejny klasy. Była miła niespodzianka to i teraz po prosimy o kolejną :D
Konie nie gorszę i też niech wygrają swój mecz.
Ten komentarz czeka na serca.
Leszek de Ruth, 09.02.2018 r. o 22:47:19
No cóż, milo było :) Hrabiowie są na pewno w lepszej formie od nas i chyba tylko cud może dać nam finał. Z drugiej strony nie wstyd jest przegrac z legendą :)
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Michał Michaelus, 19.02.2018 r. o 21:10:31
I co tam słychać w Pucharze?
odpowiedz
Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany