5848. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
139. dzień panowania Roberta Fryderyka
Puls Sarmatów, Rihanna Aureliuš-Sedrovski, 19.01.2018 r. o 01:12:53, tantiemy: 3 000.00 lt
SSS Kryminalne Zagadki Grodziska - Boom z rana
To było straszne - powiedziała zdenerwowana Danuta

Myślałem, że umrę - wypowiedział się łamiącym głosem Michaelus

Gorsze rzeczy widziałam w 1974 r. - podsumowała wydarzenia Rozalda
***

12 grudnia 2009

Grudzień zapowiadał się bardzo ciepło. Temperatura oscylowała wokół 5-10 stopni. Część drzew zaczynała kwitnąć. Wiosna na początek zimy. Nikt nie spodziewał się tego, co miało wydarzyć się w połowie grudnia. Sarmackie Służby Specjalne pracowały leniwie. Żadnych tajemniczych zniknięć, mało prób włamania na serwery, nikt nie chce atakować. Żyć nie umierać!

- Grudzień zapowiadał się uroczo - powiedziała Danuta. - Moja Nadia wesoło biegała wzdłuż brzegu rzeki. Pozostałe dzieci były w szkole. Nic nie zapowiadało tego, co miało się wydarzyć.

- Ten miesiąc był wyjątkowo dziwny - zaczęła Rozalda. - Było za ciepło, nie było śniegu. Ja już trochę zębów zdarłam na tej pracy i wiedziałam, że coś się szykuje.

- Tak, Pani Rozalda już wszystko czuła - potwierdził Michael. - Byłem tam od około dwóch lat na stażu i jak wielka agenta naszych Służb czuła, to tak miało być. I niestety było. 12 grudnia był straszny.

- Planowałam wstać z rana tak jak zawsze. O 5 rano dzieci naszykować do szkoły, zrobić porządne śniadanie, przygotować się do pracy. Około 4 rano obudził mnie niewyobrażalny wstrząs i huk. Wyjrzałam przez okno, a tam obiekt wyglądający jak wielka elipsa przedzierał się przez niebo. Słychać było jakieś szepty, ale z nieba.

- Pozwolisz, że nie będę sobie przypominać tego ranka - poprosił mnie Michael. - Do tej pory czuję mdłości na samą myśl o tym. Mieszkałem zbyt blisko i widziałem zbyt wiele. Ale mogę Ci opowiedzieć co się potem wydarzyło. Pojechałem koło 13 do siedziby Sarmackich Służb Specjalnych. Tam już niestety wszyscy byli i patrzyli na mnie jak na jakiegoś obcego.

- Michael wyglądał źle - powiedziała Rozalda. - Zzieleniały, ręce jakby niebieskie. To wyglądało tragicznie. Byliśmy w siedzibie od wczesnych godzin rannych. Jak ten obiekt zaczął przedzierać niebo, a on jak jakieś mikro-ufo. Zaczęliśmy obmyślać plan. Co zrobić z tym obiektem, a nie było prosto.

- Zebrałem swoich podwładnych już tak naprawdę o godzinie 5 w siedzibie - zaczął mówić komendant Tomasz. - Zaciekawiła nas nieobecność Michaela. Było to mało prawdopodobne żeby nie przyszedł. Próbowaliśmy skontaktować się z nim telefonicznie, ale kontaktu nie było. Kiedy zlokalizowaliśmy obiekt i okazało się, że wisi praktycznie nad jego budynkiem, zaczęliśmy się obawiać. Nie wiedzieliśmy skąd jest obiekt i w jakich celach przybył. Poniekąd to się go baliśmy.

- Ale nie ja! - wtrąciła Rozalda. - Zawsze mówiłam, że to ja powinnam być komendantem. Zaproponowałam aby skontaktować się ze znawcą tematu - Wojciechem Hergemonem, który interesował się tematyką pozamikronacyjną.

- Przybyłem do siedziby Służb Specjalnych na zaproszenie Rozaldy, z którą po wielu latach rozwiązałem zagadkę z lat 70. To nie wyglądało na obiekt pozamikronacyjny, a jedynie na statek z Al Rajnu. Tylko, że pasażerowie statku to nie byli obywatele Al Rajnu, a jakieś inne byty.

- Jak mi powiedział, że to są jakieś byty to go wyśmiałem - mówi Komendant Tomasz. - Jednak dzisiaj nie jest mi wcale do śmiechu. To nas przerosło. Musiałem wezwać magików. Rozumiesz? Magików z tego kraju kozo . . Dobra, opanuje się. Przybyć mieli w kolejny dzień, ale około 15 przyszedł Michael.

- Objawy Pana Michaela - zaczął Wojciech. - Przypominały obcowanie z bytami, które zamieszkują pustynie w Al Rajnie. Zaproponowałem przeniesienie go do izolatki.

- Jaki był krzyk jak go przenieśliśmy do tej izolatki. Próbował wyrwać mi nawet włosy, a mało co ich zostało - powiedziała Rozalda. - Wtrąciliśmy go do tego pomieszania, a on cały czas wrzeszczał.

- Trzymaliśmy go długo w tej izolatce, a w którymś momencie z obiektu zaczęły wydobywać się przerażające dźwięki. Każdy z nas słyszał co innego - mówi nam Danuta. - Słyszałam krzyk swoich dzieci. Jakby obdzierali ich ze skóry. Rozalda słyszała skowyt swojego psa, komendant krzyki swoich bliskich. Każdy słyszał co innego. Następnie było słychać głosy wypowiadające, że jak nie wypuścimy Michaela, to nas wszystkich załatwią.

- Wiedziałem, że to podstęp i powiedziałem oczywiście kierownictwu - powiedział Wojciech. - Na szczęście magicy z Al Rajnu zjawili się szybciej.

- Odprawili swoje magiczne rytuały za blisko milion libertów. Daliśmy im te pieniądze bo chodziło o bezpieczeństwo - powiedział komendant. - Na nasze szczęście obiekt oddalił się, a Michael wrócił do swojej normalnej formy.

Na zakończenie dodał Michael - I nigdy nie chcę wrócić do tamtego poranka.

Wielkie boom z rana zostało udokumentowane na wielu filmach, obiekt został zarejestrowany na fotografiach. Pomimo oficjalnej informacji z Sarmackich Służb Specjalnych mało kto wierzy w byty, które opanowały statek. Część Sarmatów uważa, że to były istoty pozamikronacyjne, inni uważają, że magicy z Al Rajnu oszukali służby i wyłudzili te pieniądze łącznie z Wojciechem Hergemonem. Jak było? Tego nikt nie wie. Jedno jest pewne - sprawa przez Sarmackie Służby Specjalne została definitywnie zamknięta.
Dotacje
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
Nie jesteś zalogowany i nie dodasz serduszka
Komentarze
Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany