5718. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
9. dzień panowania Roberta Fryderyka
Kuryer Impertynencki, Konrad Jakub Arped-Friedman, 11.01.2018 r. o 22:04:15, tantiemy: 18 792.00 lt
[No. 1] "Kuryera Impertynenckiego" debiut na rynku prasy
Seria wydawnicza: Felietony Kuryera
Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.

964IDtCN.png

C R A C O F F I A 11 stycznia 2018 roku
WYDANIE I



Jestem człowiekiem z wieloma wadami; choruję na tuzin przypadłości. Oprócz sporadycznej realizozy, przejawów lenistwa, hucpiarstwa i okresowym gubieniu Powagi (choroby dziedziczne w rodzie Arpedów), cierpię na ścianotekstyzm.

Przed przeczytaniem więc, skonsultuj się z lekarzem bądź farmaceutą, a jeżeli Twoje oczy nie tolerują natłoku literek i innych znaków typograficznych — ogranicz obcowanie z artykułem do zostawienia serca i tantiemy.


Szanowni,


K
ilka dni temu, mieliśmy za sobą niezwykle emocjonujący wieczór. Kanał IRC zrobił się prawie tak tłoczny, jak podczas obchodów XV-lecia istnienia Księstwa Sarmacji. Kto wie, kiedy kolejny raz będziemy mogli przeżywać podobne emocje.

Dlatego po pierwsze, jako właśnie startujący w elekcji kandydat, chciałbym serdecznie podziękować Wam wszystkim, którzyście na mnie głosowali — czyli każdemu biorącemu udział w głosowaniu, który wybrał inaczej niż rekordowo nisko w tych wyborach diuk Pusty. Biorąc pod uwagę fakt, że każdemu kandydatowi należało przyporządkować jakiś numer na liście, pośrednio każdy głosował na każdego kandydata, w tym i na mnie.
Dziękuję jednak szczególnie tym, którzy ustawili mnie na preferencję pierwszą bądź jedną z tych najbliższych jedynce.

Jak pisałem w pierwszym artykule przedwyborczym, celowałem w miejsce na podium. I ten plan się udał, miejsce numer trzy to naprawdę wynik przyzwoity. Z obliczeń niektórych wychodzi, że gdyby zaledwie kilka wyborców więcej oddało na mnie głos, z mocniejszą siła głosu, tę elekcję dałoby się nawet wygrać. Oczywiście, że jak zwykle w takich chwilach, czuć pewien niedosyt, a to biorąc pod uwagę to, że szanse na mitrę były w zasięgu ręki. Jednak z drugiej strony, wynik jest i tak powodem do radości, a nawet i do dumy.


6OYz6sC5.jpg
L
ekko ponad rok temu, z trudem mogłem “dopchać” się do godności asesorskiej. Nie znał mnie nikt, nie rozpoznawał żaden Sarmata. Mija trochę ponad dwanaście miesięcy czasu, a staję na podium w elekcji książęcej, gdzie realnie zagroziłem innym kandydatom, prześcignąłem kilku wielce zasłużonych, szanowanych i doświadczonych Sarmatów. Zamieszałem w wyborach chyba dostatecznie, bo patrząc na wyniki wstępnie podane przez KKW, kto wie, czy dziś nie nosilibyśmy na sztandarach Rolanda, jako nowego Księcia. Bo gdybym miał wskazać palcem, opierając się na rachunkach z protokołu wyborczego i obliczając różne zależności, to stwierdziłbym, że to chyba właśnie Jemu najbardziej pokrzyżowałem plany — jeszcze nie wiem czy powinienem przepraszać, ale to chyba zależy od motywacji jaką się kierowałem startując w elekcji. Zakładając, że chciałem zrobić szum i zamieszanie, niezobowiązująco się pobawić i zorganizować happening, zapewne powinienem przeprosić, że prawdopodobnie pozbawiłem mitry kandydata, który startował na poważnie. Jednak przyjmując scenariusz według którego startowałem na poważnie, wszystko się zmienia.

I tutaj interpretacja jest kwestią własnego sumienia. Duża część ochoczo twierdziła, że moja kandydatura to żart, i że tak jest właśnie odbierana. Że mój udział w wyborach jest niepoważny i śmieszny. Biorąc pod uwagę fakt, że wcale nie dobiegłem na metę jako jeden z ostatni — jak to próbowano przewidywać — można chyba śmiało stwierdzić, że te osoby się myliły we własnych osądach i szacowaniu szans.


K
ontynuując część napisaną czysto jako kandydat w wyborach, chciałbym pogratulować Jego Książęcej Mości wygranej i świetnego wyniku. Życzę owocnego i długiego panowania oraz wielu sukcesów.

Kampanie wszystkich kandydatów były ciekawe, dostarczyły emocji, obywatele aktywnie się angażowali w procesy wyborcze, na przykład maglując kandydatów swoimi pytaniami. Padały rzeczowe argumenty, brudnej walki nie było.To cieszy i buduje.

A teraz, część bardziej właściwa, pisana już jako felieton na temat ostatnich wydarzeń i przyszłości jaka nas czeka.
Emocje opadły, nowy książę jest więc już praktycznie na swoim urzędzie. Ale czy na pewno to co najciekawsze, już za nami?

Nic bardziej mylnego. Nadchodzące tygodnie będą dla niektórych nawet ciekawsze, niż cały ostatni miesiąc. Złoży się na to kilka czynników.



KIEDY ZEJDZIE POWIETRZE


P
olityka kieruje się swoimi prawami, a przecież książę-elekt należy do grona tych osób, którzy w politykę bawić się lubią, i to w każdym jej wydaniu. Czy Sarmaci są na to gotowi?

Nie są to oskarżenia i kreślenie czarnych scenariuszy. Jednak z drugiej strony, najwyższą formą zaufania jest kontrola, a stawiać pytania i patrzeć na ręce należy każdemu. Niedługo pompa opadnie, powietrze z balonika zejdzie. Piękna atmosfera, w której stężenie czułości, miłości i uprzejmości przyprawia aż o mdłości, zostanie wywietrzona przez otwarte okno naszej rzeczywistości politycznej. Jak to określą niektórzy, palec zostanie w końcu wyciągnięty.

Każdy z nas, w końcu przechodzi w normalny tryb funkcjonowania, a entuzjazm i samokontrola wreszcie przemija. Póki co, Książę jest jeszcze na etapie funkcjonowania jako kandydat na Księcia, nie jako Książę. Ale przychodzi czas, w której kandydaci na urzędy, po wygranych wyborach, wreszcie przechodzą chrzest bojowy i w wyniku różnych czynników, stają się urzędnikami pełną gębą. To dotyczy każdego, nie tylko Księcia, ale i Kanclerza czy posła. Miałem tak ja jako szef Rządu, miałbym tak jako Książę, mieli tak wszyscy którzy zajmowali poważniejsze urzędy.

I tutaj pojawia się kilka pytań. Każdy z nas, po objęciu jakiekolwiek poważniejszej i prestiżowej funkcji, zmienia dotychczasowe usposobienie, negatywne cechy znacznie się pogłębiają — gdyż naturalny hamulec w postaci ostrożności ze względu na toczące się wybory, po prostu się wyłącza. Na ten temat wiem trochę i ja — impertynencja i buta przewijała się w końcowej fazie mojej kadencji kanclerskiej. I podobne przepoczwarzenie spotkałoby każdego innego nowego księcia.



UŚPIONY WULKAN


Z
tym, że nie będzie niczym odkrywczym, że największe “zasługi” na tym polu ma obecny monarcha. Nie chcę tutaj oskarżać, pomawiać czy wyciągać brudów, z drugiej zaś strony, rolą obserwatorów jest pytać i powątpiewać. I dlatego mimo wszystko budzi się w niektórych z nas ciekawość, jak z dotychczasowym podejściem do pewnych kwestii poradzi sobie Jego Książęca Mość. A przecież w perspektywie dajmy na to dwóch lat, procesy o pomówienia czy szarganie dobrego imienia, to sztuki w których główną rolę grał właśnie książę — na zaledwie dwie strony archiwów trybunalskich, nazwisko von Thorna pojawia się w nagłówkach akt aż 11 razy (!). Oczywiście należy uczciwie zaznaczyć, że w rolach pozwanego, Książę stawał rzadko, a większości był powodem. Ale i to nie jest zbyt radosna informacja, gdyż może sugerować twarde działania już na tronie, a używane ostatnio dla żartów posądzenie o crimen laesae maiestatis, może doczekać się użycia — chociaż wcale tak być nie musi.

Publiczne przeprosiny za różne rzeczy czy toczące się od dawien dawna spory, na stałe wpisały się w nasz krajobraz polityczny, a usuwanie czy blokowanie znajomych na facebooku jest już w Sarmacji memem.


P
rzesadzone reakcje czy niekontrolowane wybuchy gniewu, które potem trzeba było odkręcać, to zachowania, do których książę bodaj sam się przyznał przy okazji kolejnych przeprosin. Z tym, że właśnie z uwagi na otulenie gronostajem, należy trochę bardziej krytycznie podejść do takich występków. Książę jest bowiem głową wymiaru sprawiedliwości, prowadzi politykę zagraniczną i winien być naturalnym rozjemcą w naszych sporach, a choleryczny charakter na pewno w tym nie pomaga.


l4lkM8kg.jpg

Komu mitra będzie ciążyła bardziej? Księciu, czy obywatelom?



SZUKAJĄC WŁASNEGO MIEJSCA


W
ażnym również pytaniem jest to, jaką pozycję w obecnym systemie politycznym zajmie nowy książę. Nie chodzi tyle o sprawy ustrojowe i osobiste kompetencje oraz prerogatywy, ale na stosunek do korzystania z nich, czy bardziej “niematerialne” czy zwyczajowe obszary działalności monarchy. Przede wszystkim, można tutaj wyróżnić angażowanie się w kwestie czysto polityczne.
Jego Książęca Wysokość Tomasz Ivo Hugo, w większości przyjmował postawę pasywną — nie włączał się w czystą politykę i zawsze stał gdzieś obok. Czy słynący z politykowania Robert Fryderyk pójdzie jego śladami, czy zechce być główną figurą polityczną nie tylko na papierze? Odpowiedź na to pytanie jest punktem wyjścia co do nieformalnego podziału obowiązków i hierarchii w państwie; stanowi podstawową platformę do zmian ustrojowych i charakteru rozgrywek politycznych.



ILE KSIĘCIA W KSIĘCIU?


J
ako Kanclerz, ceniłem ustrój książęcy z jednej, prostej przyczyny — lecz przyczyna ta miała źródło w stylu panowania, jaki obrał JKW Tomasz Ivo Hugo. Chociaż miałem w pewnym momencie ogromne wręcz uprawnienia i kompetencje, kontrolowałem główne organy państwowe i z lubością rozkoszowałem się pławieniem w polityce, razem ze wszystkimi tego stanu zaletami, to zawsze ktoś stał nade mną, trochę wyżej i stabilniej. Właśnie poprzez lekko brytyjskie podejście do roli monarchy w nowoczesnym państwie, mogłem skonsultować pewne rzeczy z kimś, kto ma duży autorytet i jeszcze większą wiedzę — a jednocześnie nie jest dla mnie organem konkurencyjnym. Zawsze można było liczyć na mediację w sporach, usłyszeć fachowe rady, które nie są formą walki i hucpy, a poprzez jasny podział obowiązków czy kompetencji, nie było żadnego ryzyka że zostanie to wykorzystane przeciwko mnie, bądź bardziej mi to zaszkodzi niż pomoże.

Ale jeżeli nowy Książę będzie aktywnie uczestniczył w życiu politycznym, to nimb neutralności niestety bezpowrotnie minie. Jeżeli Kanclerz ma mieć bardziej związane ręce, bo jego punkt widzenia jest zupełnie odmienny od wizji forsowanej przez pałac książęcy, to element bezpiecznika i najważniejszego doradcy, nie będzie miał już racji bytu. Możemy mieć księcia, który powie “ja bym to zrobił inaczej i całkowicie się z tobą nie zgadzam — ale to nie moja kwestia”, a możemy mieć i takiego, który jawnie będzie podkładał nogi i forsował kontrpropozycję. Oczywiście, że Książę powinien tak robić — w kwestiach porządku konstytucyjnego i ochronie tych wartości, na jakie przysięgał. Ale co w sprawach czysto politycznych? Ustrój Sejmu, Trybunału, pozycja jednego z organów, zmiany w ustawach i kodeksach, strategia rozwoju — czy w takich kwestiach również będziemy mieli interwencje prosto z tronu?


K
ażdy typ podejścia do panowania ma swoje wady i zalety. JKW TIH chociaż był właśnie tym bezpiecznikiem który neutralnie i spokojnie na wszystko patrzył, a zalety tego stanu rzeczy opisałem wyżej, to z drugiej strony dostawał za to cięgi. Zarzucano marazm, nijakość i zbyt miękkie, czy niezauważalne podejście do kwestii polityki. Wielokrotnie pisano, że jest On tłem wobec całej sceny politycznej. A jak będzie teraz? Czy przejście trochę na drugą stronę godności książęcej, to zmiana dobra czy zła?

Pytanie, wobec woli nowego Księcia grania jako pierwszy skrzypek i bycie pierwszym politykiem Sarmacji nie tylko na papierze, zmienią się dotychczasowe “realne” kompetencje Rady Ministrów czy Sejmu.



KANCLERZOWI, CO KANCLERSKIE


N
asz ustrój jest o tyle specyficzny, że szef rządu wcale nie ma zagwarantowanej pozycji głównego rozgrywającego w tej grze. Na dobrą sprawę, można być nieformalnym kanclerzem i świetnie sobie dawać radę. Wygranie wyborów parlamentarnych przez kandydata opozycyjnego, daje mu potężne uprawnienia w kreowaniu naszej rzeczywistości. Można blokować Rząd, a nawet zmieniać jego uprawnienia. Przewodniczący opozycyjnego koła poselskiego może mieć de facto poważniejszą władzę niż Kanclerz.

Do tej pory, oczekiwania co do Kanclerza były raczej czysto zwyczajowe. To znaczy mniej więcej tyle, że to od niego oczekiwało się kierowania reformami, przedstawiania ustaw, to on przedstawiał exposé i był z niego rozliczany. Miał jasny plan i na nim spoczywała odpowiedzialność nad jego realizacją. Ale na dobrą sprawę, nie jest to ugruntowane niczym niż kwestiami fabularno-zwyczajowymi.


M
ożna stworzyć stronnictwo, wygrać wybory w opozycji do Kanclerza i przedstawić własne exposé, zmieniać Sarmację po swojemu. To, że od Kanclerza oczekujemy tego mocniej, że to jego chcemy rozliczać i to na niego spoglądamy częściej, to kwestia właśnie zwyczaju. Ale przecież możemy w każdej chwili się umówić, że naszym duchowym przywódcą i swego rodzaju “wodzem” oraz ojcem narodu, jest właśnie ten szef klubu poselskiego; ściągnąć z kanclerza jarzmo i przełożyć je na posła. Najlepszy przykład, który najbardziej rozjaśni co mam na myśli, to ustrój Stanów Zjednoczonych — de iure, ustawodawstwo to obszar łączony z Kongresem. Ba, w myśl intencji ojców konstytucji USA, to Kongres miał rządzić państwem, a Prezydent miał być li tylko skromnym wykonawcą jego woli, zwykłym administratorem i osobą która harmonizuje pracę reszty — tak, jak było to za czasów Kongresu Kontynentalnego i Prezydenta Kongresu, który jednak miał bardziej symboliczne kompetencje.

Ale tak się stało, że z biegiem lat, to na Prezydencie spoczął nieformalny, ale bardzo mocno zakorzeniony już nimb głównego motoru napędowego; to nie od Kongresu oczekuje się, że będzie przewodził kwestiom politycznym, ale właśnie od Prezydenta. To Prezydent, chociaż nie ma nawet inicjatywy ustawodawczej i był przemyślany jako osoba, która nie zajmuje się takimi rzeczami, realnie przedstawia 80% zmian w prawie i wręcz wymaga się od niego, żeby robił to nadal. Mówiąc “Prezydent USA”, myślimy “najważniejszy polityk w Stanach, główny inicjator życia politycznego” — chociaż co ciekawe, ponad 200 lat temu inaczej projektowano ten właśnie urząd. I podobnie jest w Sarmacji od czasów zmian ustrojowych i kanclerzem pochodzącym z wyborów; egzegutywą odseparowaną do legislatywy — oczekujemy najwięcej od Rządu, bo tak się u nas przyjęło już wcześniej. Geneza uprawnień obu urzędów — Kanclerza i Prezydenta USA — jest całkowicie różna, ale ostateczna pozycja już wręcz przeciwnie.


D
o czego zmierza ten całościowy i długi wywód z powyższego akapitu? Do zwrócenia uwagi, że wbrew pozorom, to nie Kanclerz gra pierwsze skrzypce w polityce, a quasiKanclerzem może być ktokolwiek inny. A to znowu ma się do całości artykułu w ten sposób, że jeżeli do tej układanki włączymy Księcia, który właśnie tym “drugim Kanclerzem” być zapragnie, to możemy być świadkami poważnych sporów kompetencyjnych i walki o to, kto tutaj rozdaje karty, kto ma zaprzęgnąć całe Księstwo i wyjść z orką na pole.

Obecny Książę to w moim przekonaniu persona o zbyt silnej osobowości, żeby po prostu stać z boku i dawać zadość utartym zwyczajom. Oparta na właśnie zwyczaju pozycja Kanclerza, może lekko się zachwiać, a kiedy spotkają się ze sobą dwa indywidua, które mają ambicję na ojców Sarmacji, obecny ustrój quasiprezydencki może napotkać pierwsze, poważne problemy. Bo quasiprezydenckość do tej pory opierała się na tym, że Książę pełnił funkcję arbitra, a większość władzy wykonawczej trzymał w ręku Kanclerz - to on był właśnie tym fantomowym prezydentem. Biorąc pod uwagę fakt, że teraz może być inaczej, i że przecież oba ośrodki władzy mają dużą legitymację — bo zarówna Kanclerz jak i Książę, są obierani bezpośrednio przez Naród — może dojść do sporów na tle czysto prestiżowym i politycznym. Bo że Książę będzie aktywnym politykiem, chyba każdy z nas się spodziewa.


aMC17737.jpg

Petroniusz, popełniający samobójstwo, dowiedziawszy się o nadchodzącym z rozkazu Cezara wyroku śmierci



ZMIANY U STERU, CZY ZMIANY KIERUNKU?


W
arty też jest przemyślenia styl czy priorytety w forsowanych zmianach. Z jednej strony, Sarmacja potrzebuje kopa w którym to wprowadzane są realne i namacalne zmiany, z drugiej, obecny elekt skupiał się do tej pory na sprawach czysto “papierowych”. W artykule “Nie potrzebujemy nowego księcia. Potrzebujemy nowej Sarmacji”, autorstwa JO von Thorna-Leszczyńskiego, główną osią felietonu było podejście do filozofii i przedmiotu zmian w Księstwie. Konkluzją wywodu było to, że nie możemy — jak to określił autor — “tasować kart, aż zabraknie graczy”.

Zmiany konstytucji i ustroju zostały sklasyfikowane jako “abstrakcyjne problemy”. W skrócie, wydźwięk artykułu możemy przedstawić jako polemika z czysto prawniczymi zabawami i, jakbym to określił, ustawami o natce pietruszki.

Sęk w tym, że główne zmiany jakie serwował nam do tej pory książę-exKanclerz, to właśnie tego typu kaliber nowości. Sejm Wielki, który miał cudownie nas ozdrowić, zmiany w prawie, konstytucji, kolejne już postulaty o głębsze prowadzenie polityki zagranicznej — gdzie do dziś nie wiadomo, w czym tak właściwie mielibyśmy współpracować. Tym do tej pory ta wizja Sarmacji stała. Jednocześnie kandydat w elekcji stwierdził, że System Gospodarczy jest niemożliwy do zrealizowania, a każdy, kto twierdzi inaczej, ten nas okłamuje.


J
eżeli przykładamy czysto wyidealizowany i oderwany od naszej rzeczywistości charakter dobrego Księcia, w którym nie odnosimy się do nikogo konkretnego, a jedynie rysujemy wymarzonego princepsa na pustej kartce, to temu ostatecznie wybranemu, pod tymi względami jest dość daleko.

Czy czeka nas wielkie bum i rzeczywista zmiana podejścia, obrót o 180 stopni i inne cuda na kiju? Szczerze wątpię, chociaż teoretycznie jest na to za wcześnie. Ale na przetestowanie i przemaglowanie kandydata mieliśmy już praktycznie 15 lat, więc z drugiej strony, mniej więcej wiemy czego się spodziewać. Czy znowu skończy się na fascynujących wygibasach prawnych w nowym Kodeksie postępowania przed Trybunałem? Czy może znowu na nowo odkryjemy, w jaki sposób możemy wybierać posłów?



MŁODZIEŃCZY BUNT, VEL TELENOWELA DOBIEGA KOŃCA


C
hociaż powoływanie się na wiek adwersarza, to w większości wspaniały zabieg erystyczny, to jednak w pewnych przypadkach, argument ten ma słuszność. I jeżeli ktoś powątpiewa w słowa, że 37-letni facet doskonale zna i rozumie młodzież oraz ich potrzeby, bo dużo siedzi w internecie — to nie można mu mieć tego za złe. Bo wątpliwości są niestety uzasadnione. Zapytano kiedyś lidera pewnej starej grupy rockowej, dlaczego nie mają w sobie polotu i powera, dlaczego na scenie swój bunt grają w sposób sztuczny. Jaka była odpowiedź rockmana? Parafrazując — jak do cholery mamy być zbuntowanymi, nastoletnimi gówniarzami tak jak kiedyś, skoro mamy ponad 40 lat na karku, żony, dzieci i kupę pieniędzy?

Czy podobnego pytania nie możemy zadać my w Sarmacji?


W
Golden Quotes przewija się od niedawna niepozorny, acz wielce ciekawy cytat — “Czuję się jakby w milionowym odcinku Gargamel w końcu zjadł te Smerfy i koniec”. Nie wiem, kto jest autorem tych słów, ale jeżeli miałbym zrobić wersję tl;dr mojego felietonu, to można by tymi właśnie słowami przekazać najwięcej.

Czy jest jeszcze miejsce na coś nowego? Na coś, co nas zaskoczy, powali na kolana i co realnie odwróci wszystko to, co mieliśmy do tej pory? Czy może nagle wszystko stało się przewidywalne aż do bólu? Jaki jest sens w graniu w grę, tuż po jej fabularnym zakończeniu? Może zostało nam już tylko zbieranie ukrytych paczek i wykręcanie stuprocentowego wyniku?

Piętnaście lat obserwowania, jak Robert von Thorn chce, ale nie może wskoczyć na tron, piętnaście lat z degradacjami po drodze, chwilami zwątpienia, z przewrotnymi akcjami, wyjściach i powrotach, wielkimi upadkami i jeszcze większymi powrotami. Nagle okazuje się, że “Moda na Sukces” doczekała się ostatniego odcinka. Co prawda scenarzyści nadal piszą kolejne części, ale czy damy się czymś jeszcze zaskoczyć? Czy jest w Sarmacji ktoś, kogo znamy lepiej? A jeżeli Sarmacja ma przypomnieć grę w bingo, gdzie po prostu losowo wybieramy kolejne pola odpowiedzi, które znamy na wylot i które stały się już oklepane, ale jako tako da się w nieskończoność układać nowe, acz znajome zdania? “Książę RCA” to związek frazeologiczny, który przewija się u nas i zagranicą już od dawna. Nagle mamy okazję patrzeć na to wszystko co się dzieje, i… za bardzo nie wiemy jak się zachować. Jesteśmy jak Żydzi, którym dwa tysiące lat temu powiedziano, że tysiąc lat wyczekiwany Mesjasz po prostu sobie przyszedł na świat i jest. No ale jak to?


j058qqc7.png

Jeden z teutońskich obywateli, zdaje się wybrał dość drastyczny scenariusz



CZEKAJĄC NA WSTRZĄS


O
tym, co robić dalej i jak przyjąć obecny stan rzeczy, dyskutuje się na forum, na privach, na IRCu i w realu. Nie każdy jednak reaguje entuzjastycznie, a przynajmniej jeden obywatel jasno dał do zrozumienia, że w związku z wyborem elektorów, kończy swoją przygodę. Pewne oznaki swoistej dezaprobaty można usłyszeć na teutońskich ulicach; Jego Królewska Wysokość Andrzej Fryderyk, rozpoczął poglądową ankietę na temat poparcia JKMości wśród narodu teutońskiego.

W zależności od sympatii politycznych, część rozmówców jednoznacznie opowiedziała się przeciw nowemu władcy, z drugiej zaś strony mamy wyrazy dezaprobaty wobec jakiejkolwiek formy “powątpiewania” w legitymację Księcia do sarmackiego tronu.

Nadinterpretacją i wyrazem złej woli byłoby jednak sugerowanie, że jest to zaczątek do szerszych akcji antyksiążęcych. Mimo wszystko nic nie wskazuje na to, żeby powstał silniejszy front przeciw Pałacowi Książęcemu, czy to w Teutonii, czy gdziekolwiek indziej w Sarmacji. Z drugiej zaś strony można postawić tezę, że chyba nie ma drugiego kandydata na księcia, który miałby tak liczny i mocny elektorat negatywny, jak obecny monarcha. Zagadką jest póki co, czy na tym potencjale będą budowane jakieś ruchy polityczne, czy może będzie to cicha opozycja, wyrażająca swoje niezadowolenie w co najwyżej prywatnych rozmowach, tudzież wygłupach na kanałach ircowych. A jeżeli nie — to jaki stosunek do tych grup obierze JKMość? Wszystko zależy zapewne od tego, jaką postawę w rozgrywkach politycznych będzie prezentował pałac w Grodzisku. Możliwe scenariusze poruszyłem już w poprzednich częściach artykułu.


W
spominając o elektoracie negatywnym, bądź bardziej zawężając go do nowej opozycji względem JKM, nie sposób nie wspomnieć o pomyśle, który pojawił się jeszcze przed elekcją — kadencyjności godności książęcej. Czy jesteśmy gotowi na taki krok w Sarmacji? A jeżeli tak, to na ile będzie to wynik spokojnej refleksji nad naszym ustrojem, a na ile wypadkowa działań opozycji książęcej?

O możliwych negatywnych skutkach tej zmiany w Konstytucji, wspominałem wielokrotnie w wypowiedziach przedwyborczych, jednak temu problemowi pragnąłbym przyjrzeć się bliżej w innym wydaniu Kuryera.


W
przyszłych wydaniach chciałbym również poruszyć kwestię dymisji Rady Ministrów — bo przyczyny są głębsze niż po prostu wypalenie zawodowe. Czy źródeł obecnej klątwy kanclerzy wybieranych w wyborach powszechnych, należy szukać w naszym ustroju?

Chciałbym również ustosunkować się do wspomnianego wcześniej artykułu “Nie potrzebujemy nowego Księcia. Potrzebujemy nowej Sarmacji”. Chociaż cały tekst prowadzi do słusznej konkluzji, to w mojej ocenie, część zawartych stwierdzeń czy wysnutych wniosków jest błędnych bądź przerysowanych.
Z racji jednak chęci oszczędzania katowania Was artykułem masowego rażenia, niewyczerpane tematy pojawią się w kolejnych wydaniach prasowych.

Niniejszy artykuł może wydawać się antyksiążęcy, rysujący naszą przyszłość w ciemnych barwach. Nie jest to do końca prawdą. W czasie wszechobecnej radości i spokoju, przyda się dla równowagi alternatywne spojrzenie. Analiza bardziej chłodna i mniej wyrozumiała, zdanie pragmatyka i realisty. Na pytania które zawarłem w powyższym tekście, i tak prędzej czy później przyjdzie czas, a jako osoba która postulowała już przed elekcją baczniejsze spoglądanie monarsze na ręce, czasami bez lukrowania i sztucznej życzliwości, chciałbym się wywiązać chociażby z tej obietnicy. Być może postawione wyżej tezy i pytania są całkowicie błędne, ale na pewno błędem nie jest ich zadawanie. Łyżka dziegciu w tej słodkiej atmosferze przyda się nam wszystkim.

Dziękuję za uwagę, a zwłaszcza tym, którzy dotrwali do końca.





Dla "Kuryera Impertynenckiego" — Konrad J. v-hr. Arped-Friedman


nKtGtJ2S.png



Dotacje
Serduszka
Nie jesteś zalogowany i nie dodasz serduszka
Komentarze
Lubią ten komentarz: Konrad Jakub Arped-Friedman.
Guedes de Lima, 11.01.2018 r. o 22:09:12
Świetne - dawno nie czytałem tak jakościowej ściany tekstu, brawo! 500lt dotacji to mało. :)
odpowiedz
Yupeng Beijin-Zhao, 11.01.2018 r. o 22:19:46
Artykuł jest dobry i konkretnie napisany, ale naprawdę nie podoba mi się ocenianie JKM na tak wczesnym etapie panowania. Kreślenie czarnych scenariuszy w wyniku wcześniejszych sporów nie powinno być zasadą. Na urzędzie każdy zachowuje się inaczej. Czy będą zmiany na lepsze, czy na gorsze - czas pokaże. Zawsze trzeba dać szansę.
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Konrad Jakub Arped-Friedman.
Remigiusz Lwowski von Hochenhaüser, 11.01.2018 r. o 22:22:15
Nie ze wszystkim się zgadzam, ale miło przeczytać profesjonalny felieton, chociaż mocno długaśny. Leci dotacja!
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Ignacy Urban de Ruth.
Konrad Jakub Arped-Friedman, 11.01.2018 r. o 22:23:27
@Cynamon To nie jest ocena, ale postawienie pytań o przyszłość. Pewne wątpliwości są uzasadnione, a jedynie przyszłe działania JKMości mogą zweryfikować to, czy były one słuszne czy też nie.

Artykuł nie ma być tyle przytykiem czy osią, wokół której ma się kształtować jakaś opozycja — bo sam nie chcę na tym etapie do niej dołączać, gdyż byłaby to postawa głupia. Ale felieton ten może być dobrą ściągawką za pół roku, jeżeli będziemy chcieli rozliczać dotychczasowe panowanie. Mając wygodny konspekt na biurku, łatwiej o rzeczowe resume.
odpowiedz
Defloriusz Dyman Wander, 11.01.2018 r. o 23:12:44
Warto pamietac, ze model monarchii typu brytyjskiego, ktory autor bierze for granted, to jest wynalazek w sarmackiej historii nienajstarszy - realnie wprowadzilem go ja. Za Piotra Mikolaja Ksiaze byl jedynym sprawczym osrodkiem wladzy, za Daniela Lukasza nieco sie zdemokratyzowalo, ale model oddzielenia urzedu ksiazecego jako ponadpolitycznego arbitra od politycznego urzedu Kanclerza to dopiero moja kadencja.

Nie jest zatem pewne, ze wahadlo sie nie odwroci. Tak czy inaczej, bedzie ciekawie.
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Konrad Jakub Arped-Friedman.
Eradl Adrien Marcus Pius da Firenza, 11.01.2018 r. o 23:18:26
Dobry wall text... i tak wszystko się wyjaśni za pół roku-rok.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Gauleiter Kakulski, 11.01.2018 r. o 23:21:45
@KonradFriedman ty chamie!
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Konrad Jakub Arped-Friedman, 11.01.2018 r. o 23:24:59
@Gauleiter *impertynencie.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Roland Heach-Romański, 11.01.2018 r. o 23:38:56
Komunikat z elektrowni atomowej w Eldoracie: światła gasić nie będziemy, póki co :)
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
John Rasmusen, 11.01.2018 r. o 23:51:43
Ło matko... tydzień to będę czytał
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Konrad Jakub Arped-Friedman.
Peter West, 11.01.2018 r. o 23:57:09
Świetny artykuł!
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Torkan Ingawaar, 12.01.2018 r. o 00:06:50
@defloriusz Nie wiem, na ile piszesz prawdę. Nie tak dawno słyszałem opinię, że jako książę jak najbardziej planowałeś brać aktywny udział w życiu politycznym, a późniejsza "królowa brytyjska" była jedynie wytłumaczeniem dla postępującej realiozy i przedłużającej się nieobecności głowy państwa.
odpowiedz
Lubią ten komentarz: John Rasmusen.
Konrad Jakub Arped-Friedman, 12.01.2018 r. o 00:11:02
@JohnRasmusen trzy dni pisałem, to teraz trzy dni czytajcie.
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Ignacy Urban de Ruth.
Prokrust Zombiakov, 12.01.2018 r. o 00:15:35
Strasznie długie. Można było podzielić na odcinki. Wtedy się też łatwiej dyskutuje paragraf po paragrafie.

Ale dobra robota - przetestujcie cierpliwość JKM RF wcześnie to się szybciej polubicie albo faktycznie dojdzie do czarnego scenariusza :)

Jak to mówią "fail fast, fail cheap"
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Prokrust Zombiakov, 12.01.2018 r. o 00:31:22
@Cynamon - zwróćmy uwagę, że nie ma tutaj żadnej krytyku JKM na wczesnym etapie panowania. Są pewne wątpliwości oparte o wydarzenia z minionych 15 lat ... i nie koniecznie bardzo zamierzchłe :) Wątpliwości i opinie dość mocno zakorzenione w świadomości minionych i obecnego pokolenia Sarmatów.

Sarmatów oddających głos pierwszej preferencji na JKM RF należy być może podziwiać za odwagę.

Może JKM RF ma coś z Jarosława. Niby w ogniu krytyki, niby nielubiany, niby negatywny elektorat... ale jak przychodzi co do czego to do kogo Naród idzie po przywództwo ? :)))
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Defloriusz Dyman Wander, 12.01.2018 r. o 02:08:04
@Torkan Glosiciel tej opinii najwyrazniej nie pamieta lub nie zna historii sarmackiej z lat 2002-10. Od pierwszych dni mojej bytnosci w Sarmacji, czyli przystapienia do Socjaldemokracji KS w grudniu 2002, mialem jasny poglad na role Ksiecia; bylem za demokratyzacja i modelem zblizonym do wspolczesnego
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Konrad Jakub Arped-Friedman.
Robert Fryderyk, 12.01.2018 r. o 07:20:31
Życzę sukcesów i ciekawych obiektywnych przemyśleń.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Helwetyk Romański, 12.01.2018 r. o 13:20:57
@KonradFriedman: Wspominając o elektoracie negatywnym, bądź bardziej zawężając go do nowej opozycji względem JKM, nie sposób nie wspomnieć o pomyśle, który pojawił się jeszcze przed elekcją — kadencyjności godności książęcej. Czy jesteśmy gotowi na taki krok w Sarmacji? A jeżeli tak, to na ile będzie to wynik spokojnej refleksji nad naszym ustrojem, a na ile wypadkowa działań opozycji książęcej?

Jesteśmy gotowi od lat. Już podczas poprzedniej elekcji było podnoszone hasło „Po [realne-nazwisko-księcia-seniora] republika”. Dla jasności, w głosowaniu JKM Robert Fryderyk był moim głosem drugiej preferencji, więc nie czuję się opozycją, ale też i nie jestem entuzjastą (delikatnie rzecz ujmując) zmian konstytucyjnych z 2016 r., które przyznały monarsze prawo weta na sterydach. Mam nadzieję, że osoby szczególnie niezadowolone z wyniku głosowania — a podejrzewam, że są takie — zastanowią się (być może po raz kolejny), czy jednak nie lepiej byłoby, gdyby mechanizmy zmiany głowy państwa nie były lepiej umocowane w porządku konstytucyjnym.

@defloriusz: Za Piotra Mikolaja Ksiaze byl jedynym sprawczym osrodkiem wladzy, za Daniela Lukasza nieco sie zdemokratyzowalo, ale model oddzielenia urzedu ksiazecego jako ponadpolitycznego arbitra od politycznego urzedu Kanclerza to dopiero moja kadencja.

A „kadencja” JKW Piotra II Grzegorza? ;-)
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Albert Jan Maat, 13.01.2018 r. o 13:01:16
Powiem tyle - z monarchii konstytucyjnej (szczególnie sarmackiej) nietrudno przejść na republikę. Można byłoby więc spróbować...
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Konrad Jakub Arped-Friedman.
Albert Jan Maat, 13.01.2018 r. o 13:09:25
Ale artykuł świetny - potrzeba było felietonu, który sprowadzi na ziemię nabuzowanych emocjami mieszkańców. Po kilku miesiącach zdaje mi się, że JKM nie pasuje do znanej mi roli zdystansowanego Księcia, ale może rzeczywiście taka zmiana pomoże w zrewolunicjowaniu (czemu ciągle używam tego słowa?) Sarmacji, która przepełniona jest realiozą.
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Konrad Jakub Arped-Friedman.
Albert Jan Maat, 13.01.2018 r. o 13:14:26
PS Ta dotacja kosztuje mnie tydzień przymusowej diety bezglutenowo-wegańsko-niskotłuszczowej - w skrócie głód. Proszę więc to docenić ;-)
odpowiedz
Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany