5871. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
162. dzień panowania Roberta Fryderyka
Mózgozwęglacz, Otto von Spee-Asketil, 26.12.2017 r. o 18:13:33, tantiemy: 14 361.00 lt
Hucpa, kindersztuba i abdykacja — wywiad z JKW Tomaszem Ivo Hugonem
Seria wydawnicza: Wywiady
Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
Sporo czasu minęło od ostatniego wywiadu, pojawiło się w KS kilka osób, które nie znają tej serii, więc skoro ją wskrzeszam, dobrze zrobić to z przytupem. Zamiar przeprowadzenia tego wywiadu powstał dawno temu, mało było jednak okazji do tego, by z nim wystartować, gdyż w ciągu ostatniego roku pojawiło się ich kilka, więc mój byłby tylko jednym z nich, choć pod względem formy wyjątkowym. Ostatnio jednak pojawiła się wyjątkowa okazja — w końcu abdykacja zdjęła zarówno ze mnie, jak i z rozmówcy okowy przyzwoitości (które i tak pewnie byśmy olali). Nie przedłużając, zapraszam do lektury wywiadu z człowiekiem, który 19 razy rozpoczął zdanie od "no", co mnie nieźle zdziwiło, bo sądziłem, że to ja jestem pod tym względem przyjebany. Smacznego.

Jak to jest po czterech latach być znów obywatelem Tomkiem z Feru?
Jeszcze tak do końca nie wiem. Jeszcze tak całkiem nie ochłonąłem. A o odcięciu się, to już w ogóle nie ma mowy. Po takim czasie na pełen etat, nie da się ot tak od razu przejść na emeryturę. Niby nie mam wpływu już na nic, a jednak ludzie do mnie piszą, pytają się czy nawet radzą. W tej chwili jest... przyjemnie, gdy czytam miłe słowa pod moim adresem, widzę gesty, otrzymuję listy.

Podczas panowania tych miłych słów było mniej, jeden akt w DP wystarczył, żeby społeczeństwo tłumnie zaczęło bić ukłony, właściwie po abdykacji tylko Sukces nie przeszedł w tryb wazeliniarstwa. Nie mierzi cię to?
Czy ja wiem, czy to wazeliniarstwo? Przecież ja już jestem, jak to ująłeś, Tomkiem z Feru, zwykłym obywatelem. Nie, nie mierzi i nie nazwałbym tego wazeliniarstwem. Wazeliniarstwo wiążę się z chęcią przypodobania się komuś, kto ma wpływy, władzę, chęcią ugrania czegoś dla siebie. A co można ugrać u Tomka z Feru?

A byli też i tacy, którzy nie pierdzielili się i bez żadnych serc czy słów sympatii (wazeliniarstwa jak byś określił), od razu pytali co dalej. Z kolei wspomniany przez Ciebie Sukces też całkiem fajnie napisał, nie było nic w stylu "nareszcie odchodzisz, obyś już nie wrócił"; myślę, że nie obrazi się, jak stwierdzę, że też miło napisał.

Taka refleksja mnie naszła, którą podzieliłem się już z kilkoma bliskimi osobami, gdy rozmawialiśmy o mojej abdykacji i reakcjach na nią. Myślę, że wszystkim nam na dobre wyszłoby, gdybyśmy na co dzień tak się zachowywali, jak pod moimi artykułami i postami. Nie chciałbym być źle zrozumiany. Nie chodzi mi o mnie, że jacoś teraz zrobiłem. Tylko o to, żebyśmy na co dzień okazywali innym, że ich doceniamy. Oczywiście można to samo i do mnie powiedzieć.

A może... to Ciebie mierzi mój artykuł z podziękowaniami,że podziękowałem większości osób, które pojawiały się w Sarmacji za mojego panowania, co?

Nawet go zasercowałem, w końcu podziękowałeś mi za zajmowanie się przyrodą Sclavinii, choć nic w tym kierunku nie zrobiłem. Swoją drogą, kiedy ostatecznie postanowiłeś, że abdykujesz?
Ty generalnie mało co zrobiłeś... Ale tak na poważnie - chciałem, żeby te podziękowania, nawet gdy było ich mało, były choć trochę niebanalne i, że się tak wyrażę, możliwie kompleksowe. Za wszystko, co dało się zauważyć. I trochę tej opieki nad przyrodą było. No może niewiele, ale jednak.

Co do ostatecznego postanowienia, to było gdzieś na początku listopada. Ta data już wcześniej mi kiełkowała w głowie. Miałem ich powiedzmy kilka, ale padło na nią.

Wcześniej miewałeś ochotę by rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady?
A miewałem, miewałem. Tak jak mówiłem 3 miesiące temu Vladimirowi — były takie kryzysy, ale czasem mi po prostu przechodziło, a i wydarzenia mnie od tego odwodziły, czy wręcz niektóre osoby.

Skoro już jesteśmy w temacie tego, co kto zrobił, a czego nie: co uznajesz jako swoją największą porażkę podczas panowania? Co zrobiłeś źle, albo czego nie zrobiłeś, choć powinieneś?
Wybacz, ale nie nabrałem jeszcze takiego dystansu, nie mam takiej perspektywy, jeszcze się tak nie oderwałem od wszystkiego. Może kiedy indziej na to pytanie będzie czas odpowiedzieć. Choć już wtedy pewnie tak ostygnę, że nie będę takim "atrakcyjnym" rozmówcą.

A tak na świeżo, w skali od 0 do 10, jaką notę byś sobie wystawił?
Tak na 6,5. Chyba aż taki zły nie byłem.

Jak oceniasz kandydatów na twojego następcę? Jest według ciebie szansa, że Sarmacja trafi w dobre ręce?
No jest to ciekawa mieszanka. Nie wiem czy można powiedzieć, że jest zdecydowany faworyt, jakim, wydaje mi się, ja byłem. Każdy z nich jeszcze może zaskoczyć, każdy ma swoje zalety i wady. To ostatnie brzmi banalnie,ale wydaje mi się, że to będzie najbardziej znaczące w tym wyścigu — czy dla danego wyborcy zalety przeważają nad wadami i u kogo bardziej. Z pewnością nikomu z nich nie można zarzucić braku wyrazistości... a to mi niektórzy zarzucali przed elekcją. Co ciekawe... każdy z nich ma coś "za uszami".

Myślę, że ktokolwiek z kandydatów by nie został Księciem, Sarmacja trafi w dobre ręce. Na Tronie zmienia się perspektywa, czego chyba i ja jestem przykładem. Spotkałem się z opiniami, że przed koronacją pokazywałem więcej i większe pazury, niż po, że po elekcji stonowałem. Jakby to banalnie i śmiesznie nie zabrzmiało, zwłaszcza, że to wirtual, zabawa — bycie księciem, to w pewnym sensie służba. Z pewnością w różny sposób oceniana przez różne osoby. Jednak Książę Sarmacji nie zasiada na Tronie by władać poddanymi. No i na początku nie jest sam, jeśli jemu czegoś brakuje, uzupełnią to jego doradcy, dworzanie. Ale te osoby, które kandydują z pewnością nie będą musiały się chować za Dworem — to raczej będzie ich pomoc. Nie przekreślałbym żadnego z kandydatów i każdego z nich traktuję poważnie, mów co chcesz...

Więcej emocji niż sami kandydaci budzi jednak spór o czas ogłoszenia wyborów i o listę uprawnionych do kandydowania. Kto, według ciebie, ma rację?
Och nie, myślałem, że ciekawszy ten wywiad będzie, zabawniejszy, a Ty mi tu o takie nudy wiercisz. Już wystarczy, że niektórzy zdążyli mi pokazać gdzie mnie mają, gdy już nie jestem księciem. A tu jeszcze taka mina od Ciebie. Rację ma każdy pewnie... No nie chciałbyś brać udziału, jako aktywny, będąc, jak Michaś, tak naprawdę pierwszym Księciem wybranym w elekcji? A Mikołaj, drugi z wnioskodawców — Robert już napisał, że był jego tajemniczym kandydatem. No tyle przygotowań, żeby wystartować i w dniu zarządzenia dowiadujesz się, że nie oznaczono Cię jako aktywnego? No a z drugiej strony — Krzysiek wyłuszczył dość szczegółowo, wydaje mi się, czym się kierował odrzucając wnioski i też ciężko mieć doniego zarzut formalny. Co do pryncypiów, to chyba potrzebny jest dopiero Trybunał właśnie.

O wszystkich trzech mogę osobiście powiedzieć, że są propaństwowcami i zależy im na dobru Księstwa. Z Michasiem co prawda najmniej współpracowałem, ale to była intensywna współpraca, choć niewidoczna dla większości Sarmatek i Sarmatów. No i był Księciem! Z Mikołajem współpracowałem falowo, bo na początku dużo mi pomagał, potem, po paru miesiącach zniknął, ale powracał i tak cykl się powtarzał. Współpracowałem z nim i oficjalnie, i w kuluarach. A z Krzyśkiem chyba najwięcej, w ramach NIA, ale też w innych sprawach. I o wszystkich trzech nie dam złego powiedzieć, jeśli chodzi o ich stosunek do Sarmacji.

Kadencyjność urzędu księcia. To dobry pomysł?
No zastanówmy się. Czy Księstwo Sarmacji nie jest tym, czym jest właśnie m.in. dzięki temu, że mamy Księcia. A czy Książę, to kadencyjna sprawa? Chociaż... w RON zdaje się jest to kadencyjne, ale czy nam to pasuje? Nie wiem jak długo tam jest ta kadencyjność, ale z jednej strony mamy wiele głosów, że to odarłoby z majestatu i prestiżu urząd książęcy. A z drugiej... no nie oszukujmy się, Mikołaj może zaprzeczać, na pewno się wkurzy na mnie za te słowa, ale to była odpowiedź na to, że nie został umieszczony na liście aktywnych, choć szykował się do startu. Więc — jeśli nie zostanę dzisiaj, to za rok (no, teraz 18 miesięcy). Zresztą z Michasia słów można podobny wniosek wyciągnąć — jest przeciwny kadencyjności, ale trzeba o tym porozmawiać.

Każdy kiedyś abdykuje. I warto to zostawić Księciu do decyzji. Ewentualnie w umiejętny sposób zmusić go do abdykacji. No ok, wiele osób mi odpowie złośliwie, że gdybym ja już był kadencyjny, to dawno by mieli ze mną spokój. Ale spójrzmy na Khanda, czy gdyby miał być kadencyjny, to pisałby system? Wiele razy przewija się w dyskusjach na temat cech nowego Księcia, że przydałaby się wiedza nt. programowania. Tylko czy taka osoba wykorzystała by swoją wiedzę, umiejętności dotyczące programowania w takiej skali, jak Khand, gdyby miała w perspektywie 12-18 miesięcy koniec? Czy chciałby jako zwykły obywatel kontynuować pracę? Bo nie oszukujmy się — po okresie kadencji może się zmienić układ sił i system może nie pomóc obecnemu Księciu do reelekcji. No chyba nikt mi nie będzie wmawiał, że Książę, zajęty też innymi sprawami państwowymi napisze na tip-top cały system. A kto potem będzie choćby prowadził jego "konserwację"?

Mamy NIA, niekadencyjną, owszem programiści pewnie mieliby im co zarzucić, ale pracują na bieżąco i nie wisi nad nimi tabliczka "xx.xx.xxxx" to dzień, w którym kończycie. W mniejszej skali mamy kadencyjność w dwóch Samorządach, ale nawet to, że sprawdza się (choćnie zawsze), to nie znaczy, że będzie tak w skali całego Księstwa.

Nudne pytania z listy odhaczone, czas na coś, co bardziej ciekawi czytelników. Jesteś w stanie podać, jak wielu ludzi zablokowałeś na Facebooku z przyczyn sarmackich?
Hahaha, nareszcie! Jakiś łobuz Ci doniósł uprzejmie, co? Tak, zdarzyło się bodaj 3 osoby zablokować, a poza tym jedną czy dwie usunąć ze znajomych (bez blokady). Z jedną z tych zablokowanych zrobiliśmy to "wzajemnie", a na dodatek nie wiedzieliśmy, że druga strona to zrobiła i jeszcze na dodatek — blokada zdjęta, relacje super. Ale też myślę, że wartym odnotowania jest... "geneza" mojego profilu na FB. Założyłem go właście po to, żeby ułatwić sobie kontakt z Sarmatkami i Sarmatami; za poradą zdajesię Helwetyka. Prawie połowa moich znajomych na FB to osoby bezpośrednio lub pośrednio związane z mikronacjami.

Doniesiono mi też kiedyś, że nie chciało ci się nigdy grzebać w DP, dlatego wszelkie akty wydawał za ciebie dwór. To prawda?
No, raczej publikowane. Wydawane w tym sensie, że u nas jest to w sumie równoznaczne, zwłaszcza przy aktach wykonawczych. Mogły się zdarzać takie okresy, nie przeczę. Nie było tak, że nie wiedziałem o akcie i Dwór sam coś robił. Powiedzmy na przykładzie ambasadorów: RM chce powołać Xińskiego na stanowisko ambasadora w Y-mikronacji - ok, zgadzam się, opublikujcie w DP. Pewnie ktoś uprzejmy i przychylny pewnie mi wyciągnie też Kanclerza czy Radę Ministrów. Ale czy na serio to taki afront, nieprawidłowość czy co innego złego?

Zresztą nie jestem pionierem tego typu cedowania spraw —-słyszałem opinie, jakoby moi Poprzednicy uważali to za niepotrzebną papierkową robotę. No i bądźmy szczerzy — jak dużo książę publikuje aktów. Chyba, że sam sobie dorobi roboty, if you know, what I mean...

Zauważ, że co do obywatelstw sam zawsze (jeśli nie było regencji) wydawałem zamiar, a potem nadanie obywatelstwa. Natomiast po upoważnieniu Władz Samorządowych pozostawiłem sobie zatwierdzenie takiego aktu. Oczywiście, ktoś mi nieprzychylny mógł sobie różne złe rzeczy wyinterpretować. Owszem, chciałem mieć pewną kontrolę, ale bardziej chodziło o to, żeby każdy nowy mieszkaniec, przyszły obywatel widział udział księcia w tym jakże ważnym akcie, rozpoczynającym jego drogę, jako obywatela Księstwa.

Jak się czujesz z tym, że mimo wielu inicjatyw kulturalnych w ostatnim czasie, jak udany Tydzień z Lennem, największe piętno na kulturze sarmackiej odcisnęły słowa "hucpa" i "kindersztuba"?
No cóż, nowość zawsze człowieka pociągała, więc jak ktoś przeczytał w swoim liście takie nowe dla niego słowa, to musiał się podzielić z innymi i tak poszło. Zdaje się, że byłeś jedną z tych osób.

A że są ludzie, którzy lubią rozpamiętywać te złe rzeczy, błędy no cóż... Zazwyczaj osoby, które mi wypominają, rozpamiętują moje błędy, ani razu nie podziękowały za nic, jeśli coś dla nich zrobiłem. Później wręcz miałem wrażenie, że odbierały takie osoby to jako sygnał, że można mi napluć w twarz, bo i tak nagrodzę. Nie byłem przecież obiektywny. Bo przecież dobre czyny, to coś, co wypływa zniknąd, nie ode mnie, a złe czyny, to mój wyraz zdrady, pogardy itp. itd.

Łatwiej się pośmiać z rzadko używanych słów, niż napisać dłuższy tekst, prawda? A hasła, memy, słowa wyrwane z kontekstu łatwiej w pamięć zapadają.

Skoro już nawiązałem do baridajskiego sierpnia, z perspektywy czasu, żałujesz czegoś w związku z tym wydarzeniem?
Hm, spryciarz ze Sclavinii... No niech Ci będzie, że nawiązałeś. Żałuję, że dałem się podpuścić. Choć słyszałem, że niektórzy prorocy z tamtych lat, będący ich stronnikami, też nie odebrali tego świstka, jako żartu. I tu można nawiązać do mojej poprzedniej wypowiedzi. Mnie nazywano gorzej i mało komu to przeszkadza, dla wielu to normalne, bo przecież, jak księcia, to wolność słowa. A mnie poniosło ze szpitalem, nie przeczę, że to było złe, i od razu taki ambaras.

Masz jakieś plany na siebie w KS? Wybierasz się na emeryturę, będziesz meteorem jak Helwetyk, czy może jeszcze coś innego?
Ha! Po tego typu pytaniach wiem, kto czytał mój artykuł pożegnalny do końca. Mam zamiar skupić się narracji w skali (nomen omen) mikro, która księciu raczej nie przystawała. Narracja była głównym nurtem mojej mikronacyjnej przygody kiedyś, a przy pierwszym ID w zasadzie jedynym. Chcę odkurzyć Góry Smocze i Torfowisko Koronne — może to drugie poproszę jako lenno przyszłego Księcia. Myślę jeszcze nad Instytutem Badań Paranormalnych, które na starym ID uruchomiłem, ale poza workiem pomysłów w sumie niewiele się wykluło.Ale najpierw przydałby się odpoczynek. Może nie całkowite odcięcie, bo nie da się tak po 4 latach, ale chciałbym zacząć mniej się przejmować i wypocząć.

Spytam jeszcze o coś, co zawsze mnie ciekawiło. Jak bliskie ci realnie osoby reagowały na to, że miały do czynienia z najpotężniejszym pod względem liczby poddanych obecnie żyjącym polskim monarchą?
Heh, ciekawe pytanie, a odpowiedź zapewne nudna. Z bliskich mi realnie osób o Sarmacji wiedzą dwie — Żona i Córcia.

Z tym, że Córcia kojarzyła, że byłem księciem Sarmacji na zlotach w Krostkowie, kiedy, nie wiedzieć czemu, niemal wszyscy mnie tytułowali księciem właśnie. Bardzo się jej to podobało, ale poza zlotem tematu nie było i może z razczy dwa coś wspomniała o księciowaniu.

No a Księżna (na zlocie tak Żonę nazywano, nie ja wymyśliłem), jak być może niektórzy pamiętają, miała... decydujący głos na w temacie w ogóle kandydowania. No bo po co kandydować, jakby zgody nie było? Domyślałem się z czym "to się je", ale też wiele więcej wiedziałem z opowieści, i wprost spytałem, powiedziałem, że pewnie będę więcej czasu poświęcał swojemu hobby. Oczywiście Żona mniej więcej orientowała się od początku czym jest Sarmacja i mikronacje w naszym wydaniu. Później, gdy zostałem księciem, co jakiś czas pytała co tam w Sarmacji, a po zlotach pytała o konkretne osoby, co u nich. Ale tak udało mi się wszystko ułożyć, że w większości czas poświęcony na Sarmację nie wpływał w żaden sposób na życie realne, nie kolidował z nim. Fakt, nie będę ukrywał, jak były uroczystości na IRCu, czyli na żywo, a nie artykuł, post, który można "kiedyśtam" napisać, to sobie mniej więcej ustawialiśmy plan wieczoru. Zresztą, gdy ustalałem z Sarmatami daty i godziny takich imprez, to tak naprawdę ustalaliśmy we dwoje.

Ale że to największa, najpotężniejsza mikronacja... nie, nie było takie tematu, choć domyślam się, że pewnie jakieś Twoje "źródła" sądzą, że jestem jakimś megalomanem, co? Zresztą zwróć uwagę - użyłeś słowa "poddanych". Ja nie pamiętam czy kiedykolwiek tak się do Sarmatek i Sarmatów zwróciłem, czy o nich pisałem.

Oj, nie miałem nic złego na myśli, ale to daje mi do myślenia, że posądzasz mnie o złe zamiary. I uznajmy, żeje miałem, czytelnikom się to spodoba. Swoją drogą, zgodziłbyś się na ten wywiad, powiedzmy, rok temu?
O raju, nie, nie, źle się zrozumieliśmy, przepraszam. Ty zadałeś rzeczywiście ciekawe pytanie, a MI MOJA odpowiedź wydała się nudna. No bo jak to, tylko dwie osoby i to jeszcze najnajbliższe?

Oczywiście, że bym się zgodził. Co to w ogóle za pytanie? Czyżbyś był jednym z tych, co to sobie wmawiają, że TIH ich nie lubi, gardzi nimi, czy coś? To, o co się poprztykaliśmy, to jedno, a wywiad, to co innego.

Niczego sobie nie wmawiałem, mam świadomość tego, jak wyglądają te wywiady i tego, że dla niektórych byłoby to wejście do jaskini lwa. Anyway, na koniec najważniejsza sprawa, bo potrzebna mi do tytułu artykułu: powiesz, jak twoje imiona brzmią w narzędniku?
Jaskinia lwa? Już koniec? Zawiodłem się, żadnego walnięcia piąchą w stół, żadnych ryków lwa i koniec po chwili.

Najlepiej pewnie by wiedział Ignac, ale ja bym odmienił: z kim? Z Tomaszem Ivo Hugonem.

Dziękuję za wywiad, pozdrawiam serdecznie.

Ahm, jeszcze możesz podać długość penisa, jeśli chcesz, żeby wywiad był ciekawszy.
Nie twój interes.
Dotacje
Serduszka
Nie jesteś zalogowany i nie dodasz serduszka
Komentarze
Ten komentarz czeka na serca.
Robert Fryderyk, 26.12.2017 r. o 18:24:38
Super wywiad, nawet mimo tego, że się wstydzi podać! :D
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Tomasz Ivo Hugo.
Andrzej Fryderyk, 26.12.2017 r. o 20:18:08
Ja zostałem zarówno zablokowany i wyrzucony ze znajomych. A na pewno to drugie.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Prokrust Zombiakov, 26.12.2017 r. o 20:27:07
Czekamy na publikację pamiętników z bardziej łakomymi kąskami ;) Za 10, 20 lat ?
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Albert Jan Maat.
Leszek de Ruth, 26.12.2017 r. o 20:58:08
Jaskinie Iwa? To gdzieś w Górach Smoczych?
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Defloriusz Dyman Wander, 27.12.2017 r. o 01:29:54
Bardzo ciekawy wywiad!
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Peter West, 27.12.2017 r. o 17:17:22
Super wywiad
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Yennefer von Witcher, 28.12.2017 r. o 08:58:34
Ostatnia odpowiedź najlepsza <3 super wywiad,gratuluję panom :)
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Adam Jerzy Piastowski, 28.12.2017 r. o 09:17:49
Gratuluję dobrego, ciekawego wywiadu.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Albert Jan Maat, 31.12.2017 r. o 01:06:24
@LCdR W imieniu Saurona odmawiam udzielenia tej informacji. Polecamy zgłosić się do Towarzystwa Geograficznego Barad-Darek ;-)
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Guedes de Lima, 31.12.2017 r. o 14:25:05
Bardzo dobry wywiad. Jeden z lepszych (jak nie najlepszy) w ostatnim czasie.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Tomasz Ivo Hugo, 04.01.2018 r. o 20:53:56
Jeszcze raz dziękuję. Fajnie się rozmawiało
odpowiedz
Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany