5754. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
45. dzień panowania Roberta Fryderyka
Heach Enterprises Holdings Inc., Roland Heach-Romański, 15.12.2017 r. o 12:41:21, tantiemy: 12 124.00 lt
Roland Heach - moja historia
Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
O tym dlaczego zdecydowałem się kandydować na zaszczytną funkcję Księcia Sarmacji każdy zainteresowany czytelnik tego artykułu może dowiedzieć się po przez zapoznanie z wydanym kilka dni temu oświadczeniem. W tej publikacji chcę przedstawić wam moją osobę. Chciałbym, aby młodsi stażem mieszkańcy i obywatele Księstwa Sarmacji mieli sposobność możliwie szeroko zorientować się w tym kim jest jeden z kandydatów do tronu książęcego. Dla tych nieco starszych niech zaś ten tekst posłuży jako swojego rodzaju przypomnienie.

W Księstwie Sarmacji zamieszkałem 1 lutego 2013 roku. Początkowy okres swojej aktywności związałem z Królestwem Teutonii. Można powiedzieć, że w realia naszej zabawy bezpośrednio i skutecznie wdrażał mnie Jego Królewska Wysokość Michael von Lichtenstein. Dziś smuci mnie, że do Sarmacji przybyłem w czasach, kiedy aktywność JKW była schyłkowa.

To właśnie na dworze teutońskim poznawałem meandry administracji i biurokracji, uczyłem się pracy na rzecz społeczności i zawiązywałem pierwsze przyjaźnie, które przez te cztery lata mojej obecności razem z wami skutecznie nie pozwalały mi zapomnieć o Sarmacji w czasie dłuższych urlopów. Okres Teutoński w moim wirtualnym życiu był bez wątpienia najdłuższy ze wszystkich.

Miałem wówczas okazję być Szambelanem Królewskim, a później Regentem Królestwa Teutonii. Kilkukrotnie sprawowałem urząd Lorda Koadiutora oraz piastowałem godności lordowskie w Radzie Królestwa. Tu też stawiałem pierwsze szlify jako legislator udzielając się w Senacie teutońskim. Okres Teutoński nauczył mnie wagi realacji między ludźmi i tego, że emocje pojawiają się wtedy, kiedy nam na czymś bardzo zależy.

W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że potrzebuję nieco odetchnąć od kreowanej postaci nobliwego szlachcica. W świecie realnym dopadł mnie również nastoletni bunt. Był to czas w którym przeprowadziłem się do Mandragoratu Wandystanu – wówczas będącego częścią Korony Księstwa Sarmacji. Epoka Wandejska jest w moim odczuciu najbardziej burzliwą kartą mojej sarmackiej historii.

W tamtym czasie angażowałem się w ruchy rewolucyjne, pro-repubikańskie i walkę o szeroko rozumianą wolność słowa (która w ocenie Wandejczyków była w Sarmacji ograniczana). Niemniej wpisując się w panującą w Wandystanie narrację i stylistykę. Wielu tamtych wydarzeń później żałowałem. Nie oceniam jednak mojego zamieszkiwania w Genosse-Wanda-Stadt jako czasu spożytkowanego źle.

Dzięki niemu miałem okazję spojrzeć na Sarmację z całkowicie nowej perspektywy. Poznałem poglądy i pomysły, które dotychczas były mi obce. Skutecznie utrwaliło to we mnie przekonanie, że w sytuacjach sporu należy dać szansę każdemu na przedstawienie swoich racji, że nic nie jest jednoznacznie dobre lub złe i że cenną umiejętnością w warunkach wirtualnych (podobnie jak w świecie realnym) jest umiejętność obiektywnego i samodzielnego wyciągania wniosków.

W czasie rozpadu unii z Wandystanem opowiedziałem się po stronie samorządu, w którym zamieszkiwałem. Zrzekłem się tytułu szlacheckiego i poparłem proklamację niepodległości Mandragoratu. Z perspektywy czasu dostrzegam, że to co wówczas wydawało mi się sporem, w którym władze centralne Księstwa uciskały Wandystan nie dając szansy na kompromis faktycznie było eskalacją obliczoną na uzyskanie pretekstu.

Mimo rozpadu unii z Sarmacji nie odszedłem. Prawdą jest, że moja aktywność zmalała, ale więzi pozostały. Dni mijały, a ja w końcu ponownie związałem swój los z Królestwem Teutonii. Tym razem przyczynił się do tego JKW Krzysztof Kwazi. Powrót do postaci Rolanda Heacha wyszedł mi na dobre. Ponownie zająłem się angażowaniem w kulturę i sztukę. Moje najlepsze publikacje datuję osobiście (ale i subiektywnie) właśnie na ten okres. JKW nauczył mnie zachowywać emocje dla siebie i nie podejmować działań w przypływie adrenaliny. Przymioty te zacząłem w sobie wypracowywać, a u innych cenić.

Między innymi z tego powodu, jako Przewodniczący Zgromadzenia Elektorów w czasie ostatniej elekcji Króla Teutonii gorąco orędowałem za kandydaturą JKW Andrzeja Fryderyka. Traw chciał, że swoisty spór właśnie z JKW Andrzejem Fryderykiem (wynikający z pewnego niedomówienia, ale o tym nie chcę pisać) popchnął mnie w objęcia Konsulatu Sclavinii.

Nim jednak to się stało byłem banitą. Wydalił mnie z Księstwa Sarmacji JKW Tomasz Ivo Hugo za happening polegający na secesji Złotego Grodu. Również JKW Tomasz Ivo Hugo przywrócił mnie do społeczności sarmackiej obdarzając kredytem zaufania. Kredytem, który spożytkowałem najlepiej jak potrafiłem. Wydaje mi się, że tego zaufania nie zawiodłem o czym najlepiej świadczą moje obecne relacje z księciem-seniorem.

Oddawałem się sprawie sarmackiej jako poseł na Sejm dbając zawsze o wysoką jakość prawa. Starałem się wdrażać swoje pomysły jako Kanclerz. W miarę możliwości czasowych i zwalczając ograniczenia kompetencyjne starałem się być otwarty na każdą osobę jaka zwróciła się do mnie o pomoc. A kiedy nie angażowałem się w sprawy oficjalne starałem się podejmować oddolne inicjatywy obywatelskie wspierające rząd. Dużym sukcesem okazał się event „Hymny o darczyńcach”.

Swoją posługę sprawowałem również jako asesor Trybunału Koronnego, a później jako jego Marszałek. To w Trybunale scementowały się wszystkie lekcje, jakie życie w Sarmacji mi dało i dzięki temu jestem obecnie tym kim jestem. Swój los ostatecznie związałem ze Sclavinią. W czasie kiedy podejmowałem tą decyzję samorząd ten był w złym stanie, rozważano jego fuzję ze Starosarmacją. Narody Sclavińskie dały nam wszystkim wówczas świadectwo, że chcą zachować niepodległość. Jednocześnie widziałem, że by tę wolę przełożyć w czyn Sclavinia potrzebuje pomocy.

W mojej głowie zrodził się plan rezurekcji Konsulatu i odbudowania Sclavinii. Mijający rok upłyną mi głównie na realizacji tego planu i wydaje mi się, że odniósł on oczekiwane skutki. Sclavinia wzbogaciła się o wielu nowych, a także starych, mieszkańców. Stabilny i elastyczny system prawa pozwolił na stworzenie warunków do aktywności dla każdego. Dziś Sclavinia jest jednym z najaktywniejszych regionów Sarmacji. Cieszy mnie, że mogłem przyłożyć do tego rękę i że wspólnymi siłami udało nam się tchnąć życie w sclaviński dom.

Dla przeciętnego obserwatora przestrzeni publicznej wydać się może, że ostatnio było mnie „widać” nieco mniej niż wcześniej. Jest to prawdą. Odkąd podjąłem decyzję by nie kandydować w wyborach Konsula i dać szansę innym (niejako testując też, czy wypracowany system państwowy będzie wydolny bez jego budowniczego i inicjatora) oddałem się nowej formie samorealizacji – tworzeniu większych i mniejszych systemów informatycznych.

Zawsze chciałem coś w tej materii zrobić, ale zazwyczaj brakowało mi odwagi. Szczególnie, że na początku byłem programistą-amatorem, a za systemy centralne od 2013 roku odpowiadają magistrzy informatyki. Znana jest wam zapewne ta obawa o opinię „ludzi, którzy faktycznie znają się na rzeczy”. Tę obawę przezwyciężyłem w sobie. Zdaję sobie sprawę, że wydane do tej pory aplikacje nie są niezwykłe i posiadają wady, ale jestem z nich niezwykle dumny.

Mieszkam w Sarmacji na stałe od niemalże 4 lat. Początki były trudne, burzliwe i kontrowersyjne. Miałem okazję się wyszaleć, współpracować z wspaniałymi ludźmi. Wielu osobom napsułem krwi, wielu przeprowadziłem jej transfuzję. Czas ten wiele mnie nauczył. Sarmacja ma wielką siłę edukacyjną – jeśli się tylko chce uczyć. Rozwinąłem swoje umiejętności w wielu dziedzinach. Często korzystam z nich również w życiu realnym. Swoje za uszami mam, ale droga jaką przebyłem, a przede wszystkim ludzie, których na tej drodze spotkałem, sprawili, że nie żałuję tych 4 lat. Był to czas owocny i cenny dla mnie jako człowieka.

Moje atuty i wady są widoczne. Powyżej macie moją historię. Oczywiście jest to spory skrót, bo gdyby chcieć napisać kompletną monografię, ten artykuł byłby o wiele dłuższy. Dlaczego piszę właśnie w taki sposób? Dlaczego nie wolałem po prostu opisać jaki jestem, jaki moim zdaniem powinien być Książę i czy odpowiadam temu wzorcowi? Bo każdy z nas ma na ten temat inne wyobrażenie i odmienne oczekiwania. Chcę by wyborcy – wy Drodzy Elektorzy – mieli pełny ogląd osoby jaka prosi o ich poparcie, zaufanie i danie szansy do sprawdzenia się w nowej roli z pożytkiem dla ogółu społeczności. Odcinanie się od przeszłości w mojej ocenie jest błędem. To ona nas kształtowała czy tego chcemy czy nie. Sztuką jest wyciągnąć z niej wnioski i cenne lekcje.

Mam nadzieję, że powyższe pozwoli wam świadomie ocenić czy w waszej opinii nadaję się na monarchę sarmackiego i czy wpisuję się w wasze wyobrażenie o nim. Nie po przez sympatie czy antypatie, ale po przez całokształt mojego pobytu w Sarmacji i drogę jaką przeszedłem by znaleźć się w tym miejscu.

Tym, którzy dotrwali do tego momentu – serdeczne diuk zapłać i niech Odolan zawsze bez awatara nad wami czuwa. Tym, którzy pomyśleli tl;tr – rozumiem :).

Dziękuję za uwagę. Graj muzyko.

Dotacje
Ten artykuł dotowali: Tomasz Ivo Hugo, Yennefer von Witcher.
Serduszka
Nie jesteś zalogowany i nie dodasz serduszka
Komentarze
Ten komentarz czeka na serca.
Guedes de Lima, 15.12.2017 r. o 17:01:24
Roland Heach-Romański - mówię jak jest...
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Tomasz Ivo Hugo.
Krzysztof Czuguł-Chan, 15.12.2017 r. o 22:43:16
Małe dementi — jestem z wykształcenia mgr. inż. mechatroniki stosowanej i systemów mechatronicznych. To pewnie trochę wyjaśnia stan systemu :<
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Adam Jerzy Piastowski, 15.12.2017 r. o 23:06:26
Polecam allegrowicza ;)
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Mikołaj Torped, 15.12.2017 r. o 23:08:29
"W czasie rozpadu unii z Wandystanem opowiedziałem się po stronie samorządu, w którym zamieszkiwałem. Zrzekłem się tytułu szlacheckiego i poparłem proklamację niepodległości Mandragoratu. Z perspektywy czasu dostrzegam, że to co wówczas wydawało mi się sporem, w którym władze centralne Księstwa uciskały Wandystan nie dając szansy na kompromis faktycznie było eskalacją obliczoną na uzyskanie pretekstu."

Przyznam szczerze, w tym akapicie nieco się zgubiłem. Można słowo komentarza?
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Tomasz Ivo Hugo.
Gauleiter Kakulski, 16.12.2017 r. o 01:41:17
@MAP przecież to oczywisty ustęp - Roland sądził, że walczy o wolność uciskanego Wandystanu, a potem się zorientował, że Wandystan nabijał sobie aktywność kręceniem kuposzkwałów :P Trochę mu to zajęło, to fakt, ale niektórzy nie nadążają za rzeczywistością do dziś.
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Mikołaj Torped.
Roland Heach-Romański, 16.12.2017 r. o 18:27:54
@MAP JO diuku, faktycznie mogłem użyć zbyt uproszczonego skrótu myślowego. Świetną interpretację wątpliwej dla JO kwestii przedstawił Wielmożny Gauleiter Kakulski. Istotnie myślą przewodnią wzmiankowanego akapitu było to, że w tamtym czasie uważałem, że działania Wandystanu są uzasadnione, ale z perspektywy czasu dochodzę do wniosku, że były obliczone na eskalację i miały stanowić pretekst by odłączyć się od Korony w pozie poszkodowanego.
odpowiedz
Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany