5718. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
9. dzień panowania Roberta Fryderyka
Mózgozwęglacz, Otto von Spee-Asketil, 12.12.2017 r. o 16:16:50, tantiemy: 16 599.00 lt
Metro 2069: Remedium
Seria wydawnicza: Metro 2069
Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
M520oQfV.jpg


Na początek małe sprostowanie, choć niezbyt istotne. Akcja serii nie rozgrywa się w roku podanym w tytule, potrzebna mi była jakaś data z dupy, więc padło akurat tak. Powiedzmy, że to, co się będzie działo w tym cyklu jest ponadczasowe, więc niech się nikt nie czepia, jeśli gdzieś chronologia będzie nie tak.

Z pomysłem na taką serię nosiłem się jakoś z półtorej roku, nawet powstał wtedy wstęp, ale lenistwo troszkę przeszkodziło. Można więc chyba uznać, że to najdłużej pisany artykuł w dziejach Sarmacji.

Podobieństwo do wszelkich osób i wydarzeń jest przypadkowe. Przecież nie pisałbym takich rzeczy specjalnie, bo ktoś mógłby się obrazić, a tego, jak wiadomo, nie chcę.

Będzie długo. Ale nie samą elekcją człowiek żyje, więc może...
***

Skąd przyszła zagłada – tego nikt żyjący już nie wie. Znaczy, wiadomo, że z powietrza. Wiadomo też, że nie z Bialenii, bo tamtejsi naukowcy, po latach prób uznali, że ich technologia nie pozwala na zbudowanie bomby atomowej, co nikogo nie powinno dziwić, w końcu nie da się tego zrobić mając do dyspozycji tylko kamienie i chrust.

To było słoneczne popołudnie, środek tygodnia. Wracający ze szkół i z pracy Sclavińczycy zignorowali syreny alarmu, w końcu czyim pierwszym skojarzeniem nie są ćwiczenia lub obchody jakiegoś ważnego wydarzenia? Dopiero wiadomość o tym, że z Grodziska pozostały gruzy otworzyła wszystkim oczy. Dla wielu było już za późno, niosące śmierć rakiety dały spóźnialskim kilka minut na reakcję.

Eldorat słynął z trzech rzeczy. Smogu, ogromnej liczby żołnierzy Waffen-OK na kilometr kwadratowy i sieci metra, przystosowanego przez militarystyczne władze Sclavinii do pełnienia roli schronów. I to właśnie do tuneli uciekali szukający ratunku. Nie wszystkim się to udało, biletomatom zabrakło drobnych do wydawania reszty za bilety, uniemożliwiając wielu osobom wejście za bramki, jednak tysiące przeżyło, tuląc się do siebie na zatłoczonych stacjach.

Ci ludzie i ich potomkowie żyją tam do dziś, ukryci pod metrami betonu przed śmiercią, czającą się na powierzchni.
***

– Miało być pięknie, a wyszło jak zwykle – mruknął jeden z trzech mężczyzn, pochylonych w nieodwiedzanym od wieków tunelu technicznym o średnicy 2 metrów, mocno ograniczonej warstwą piasku naniesioną tu przez wodę, przez co jego wysokość była niedostosowana do wysokości dorosłego człowieka.
– To, że mamy racje jeszcze na trzy dni i umrzemy, jeśli nie znajdziemy niczego to pryszcz, ale że umrę pochylony i razem ze Stefanem, to już przesada – mruknął drugi mężczyzna. Stefan odpuścił sobie mruczenie, wolał udawać, że widzi coś ciekawego w dozymetrze.
– Skąd miałem wiedzieć, że to był plan metra w Dreampolis, a nie eldorackiego? – spytał retorycznie, gdyż nikt nie miał ochoty zarzucić mu niekompetencji w rozpoznawaniu planów metra, skoro oni sami się nie połapali.
– Dobra, panowie, nieważne. Po prostu idźmy, każdy tunel dokądś musi prowadzić – zawołał pierwszy, aby, po zaoraniu morale, dla odmiany teraz podnieść ekipę na duchu. Nie udało mu się to, gdyż w tym samym momencie rury na ścianie tunelu zaczęły dudnić, zwiastując nadejście prawdopodobnie czegoś niemiłego.

Dudnienie narastało z każdym chwilą, podobnie jak zniecierpliwienie ekspedycji, która oczekiwała niebezpieczeństwa w formacji obronnej godnej najlepszych taktyków KSZ. Jurek i Stefan, właściciele PM-ów, stanęli w pierwszej linii, Marcin, wyposażony w wysłużonego kałacha, wyprodukowanego w Wandystanie 70 lat temu, umiejscowił się za nimi, gdyż biegał najszybciej i w razie ucieczki nie groziło mu blokowanie innym tunelu. Wszystko więc było gotowe do bitwy, brakowało jedynie przeciwnika.

— I pomyśleć, że nudziło nam się i brakowało nam przeciwnika — krzyknął Stefan, przełdowywując w międzyczasie. Od kilku minut ostrzeliwali i uciekali przed falą czworonogich mutantów, które wyszły im od czoła. Choć nie były ani specjalnie wielkie, ani specjalnie szybkie, wydawało się, że jest ich nieskończoność, w odróżnieniu do amunicji, której zapasy się już kończyły.
— Uważajcie, rzucam granat — zawołał Jurek. Zgubił swój pistolet, na walkę nożem za bardzo się bał, więc pozostała mu tylko taka opcja próby ochrony życia.
— Tunel się zawali — odparł Stefan.
— E tam, wytrzyma — uspokoił towarzyszy Jurek, po czym wyciągnął zawleczkę.

Tunel zawalił się niczym domek z kart, jednak wybuch wcześniej zrobił dziurę w ścianie, w którą w ostatniej chwili wcisnęła się ekipa. Na szczęście dla nich, strop tunelu zablokował tę wyrwę, dzięki czemu żaden mutant przez nią się nie przedarł.
— Skoro już jesteśmy tu uwięzieni, sprawdźmy gdzie właściwie jesteśmy — zasugerował Marcin, z czym się wszyscy zgodzili, zwłaszcza, że nikt z nich nie wiedział tego już od dwóch dni. Po podniesieniu się, otrzepaniu z kurzu i sprawdzeniu stanu sprzętu, niepewnie wskoczyli z małego pomieszczenia, w którym się znajdowali.
— Stacja — zawołał Jurek. — Nie wiedziałem, że tu jest jakaś.
— Akademicka — mruknął Marcin.
— Skąd wiesz? — spytał go Stefan.
— Tam jest napisane — odparł Marcin, wskazując palcem na tabliczkę z nazwą stacji. Można było ją łatwo przeczytać, bo stacja, choć opuszczona, cała była rozświetlona żółtym blaskiem.
— Rozejrzyjmy się — powiedział do towarzyszy Stefan. — Tylko spokojnie, bo coś mi się w tej stacji nie podoba.

Krótki rekonesans ujawnił jedną drobną sprawę, która mogła się nie podobać: po całej stacji rozrzucone były dość świeże, świecące się na żółto zwłoki, na domiar złego, nigdzie nie było ani broni, ani żadnej żywności.
— To najładniejszy cmentarz na jakim kiedykolwiek byłem — powiedział Jurek, siadając na drewnianym podwyższeniu na środku peronu, obok pozostałości jakiejś dziewczyny.
— Przynajmniej nie trzeba zużywać baterii do latarek — zauważył Stefan. — W ogóle, nie sądzicie, że to trochę dziwne, że tyle tu trupów, a w ogóle nimi nie smierdzi?
— Może straciliśmy węch — odparł Marcin, po czym usiadł po drugiej stronie pozostałości jakiejś dziewczyny. I nawet się nad nimi pochylił i powąchał, czy rzeczywiście jest z nim coś nie tak.
— Coś tu jest — powiedział z nosem w dekolcie. — Zeszyt?
Zeszyty w metrze nie były częstym widokiem, większość mieszkańców uważa, że pisać można nawet palcem ubrudzonym w gównie po ścianie, a do skrętów potrzeba jednak papieru, dlatego też ekspedycja była zdziwiona i zafascynowana znaleziskiem. Marcin powoli wyciągnął go spod pachy pozostałości jakiejś dziewczyny.
— Pamiętnik — powiedział. — A przynajmniej tak jest na nim napisane.
— Świetnie, przynajmniej nie będziemy się nudzić, gnijąc tu, bo zawsze będzie można poczytać pikantne wpisy — odparł Stefan, wyrywając zeszyt, po czym otworzył go na losowej stronie. — Na przykład tu, uwaga. Siódmy kwietnia, bla bla bla, chyba mi zaszkodziła ta wczorajsza makrela z puszki, bo sikam dupą, a mówili, że data ważności kłamie i dwadzieścia lat w jedną czy w drugą to dla konserw bez różnicy.
— A nie pomyślałeś, że możemy się dowiedzieć z tego pamiętnika, co się tu właściwie stało? — spytał Marcin. Stefan zmarszczył czoło, rzeczywiście o tym nie pomyślał.
— Jasne, że o tym pomyślałem, właśnie do tego dążę — powiedział.

Znalezienie odpowiedzi w pamiętniku było trudniejsze niż przypuszczali. Teoretycznie można było przeskoczyć po prostu do końca, jednak cała trójka bała się, że tam może nic nie być oprócz spoilerów, których woleliby uniknąć, tak więc po prostu jechali od początku, z przerażeniem odkrywając, że nigdy w życiu nie przeczytali tak wiele, co teraz.
— 20 sierpnia, to może być to, bo pisze o Kajtku, który wrócił z tunelu cały oblepiony żółtym pyłem — powiedział Jurek po godzinie szukania.
— Niby kolor się zgadza, idźmy dalej za Kajtkiem — zasugerował Marcin.
— Dobra — mruknął Jurek, pochylając się znów nad tekstem.

22 sierpnia
Dziś zdarzyło się coś bardzo dziwnego. Rano Kajtek wyskoczył na środek stacji i zaczął biegać po peronie i śmiać się ze wszystkich. Chyba coś mu się pomieszało w głowie od wypraw do tunelu, choć wczoraj było z nim jeszcze w porządku. Najgorsze było to, że później pogryzł Danuśkę i jej synka, tak jakby chciał je zjeść! Aż Paweł musiał go zastrzelić. Szkoda, lubiłam Kajtka.

24 sierpnia
Synek Danuśki umarł dziś w nocy, mówią, że to zakażenie od pogryzienia. Współczuję jej, zwłaszcza, że sama się kiepsko czuje, ciągle ma gorączkę i majaczy.

25 sierpnia
Majka dziś zaniosła śniadanie Danuśce, a ta ją ugryzła w dłoń i uciekła na stację, gdzie pogryzła jeszcze trzy osoby. Na szczęście udało się ją obezwładnić. Najgorsze jest to, że kierownik stacji powiedział, że to jakaś choroba, która roznosi się przez ugryzienia, więc pozamykał wszystkich pogryzionych w areszcie.


— No to mamy odpowiedź — powiedział Marcin. — Wygryźli się. Ale przynajmniej nam już nic nie zrobią.
— Nie ciekawi cię jak to się stało, że rozniosło się, choć pozamykali pogryzionych? — spytał Jurek.
— Ciekawi, choć wolałbym poszukać wyjścia stąd. Choć w sumie... kontynuuj.

26 sierpnia
Danuśka umarła. Nikt nie chce wejść po jej ciało do celi, więc tak sobie leży i czeka, aż inni też umrą. W nocy proszą, by ich wypuścić i strasznie jęczą. Nie mogę spać. Najgorsze jest to, że ci z Hetmańskiej zablokowali tunel między naszymi stacjami, do czasu, aż poradzimy sobie z chorobą.

27 sierpnia
Zamiast gnić, ciało Danuśki zaczęło świecić na żółto. Nikt z nas nigdy czegoś takiego nie widział.

29 stycznia
Wymarli już prawie wszyscy chorzy z aresztu. Najdziwniejsze jest to, że Piotrek i Kuba, dwaj strażnicy, mają gorączkę i ogólnie się źle czują, choć żaden z nich nie został ugryziony.

30 stycznia
Kierownik stacji kazał zamknąć Kubę i Piotrka, a także kilka innych osób w celi. Okazało się też, że zachorowali wszyscy ci, którzy oglądali zwłoki Danuśki, więc chyba one też zarażają. Wszyscy z nas się boją, że zachoruje cała stacja, a my nie wiemy nawet jak to leczyć.


— Odolanie... — mruknął Stefan, po czym zaczął zakładać maskę.
— Już za późno — powiedział Marcin. — Jurek, proszę, czytaj dalej, może komuś się udało.

2 września
Zaraza rozniósła się na prawie wszystkich. Okazuje się jednak, że ci, którzy zarazili się przez powietrze, nie gryzą innych i nie umierają tak szybko, więc może jest jeszcze nadzieja.

3 września
Kierownik powiedział, że priorytetem teraz jest nawiązanie kontaktu z Hetmańską, bo może przez nich uda się zorganizować leki i żywność, jednak nie ma łączności telefonicznej, coś chyba zerwało kabel w tunelu.

4 września
Wszyscy już chorują. Ja też. Mam nadzieję, że kierownik coś wymyśli, nie chcę umierać.

5 września
Kierownik dzisiaj powiedział, że wpadł na genialny pomysł. Jutro odbędzie się konkurs na najlepszą piosenkę o jajecznicy. Mówi, że będzie taki hałas, że ci z Hetmańskiej nas usłyszą i pomyślą, że już jest u nas w porządku, a poza tym, nagrody uszczęśliwią ludzi, a w zdrowym ciele zdrowy duch. Mam nadzieję, że to się uda, coraz więcej ludzi umiera.


— Konkurs? Na piosenkę? — spytał Marcin, zdziwiony tak bardzo, że aż zapomniał o tym, że umrze niebawem.
— Cóż... tonący brzytwy się chwyta — mruknął Jurek.
— Albo po prostu mieli pojebanego kierownika. Serio? Na piosenkę?
— To w sumie bardziej prawdopodobne — podsumował Jurek, po czym wrócił do czytania.

6 września
Dziś odbył się konkurs. Nie wyszło chyba tak, jak zażyczył sobie tego kierownik. Większość z nas nie wiedziała, czym tak w ogóle jest jajecznica, Szymon, mój sąsiad, umarł zaraz po wejściu na scenę, a dwie osoby, które dały radę zaśpiewać, gdyż choroba ich jeszcze nie rozłożyła tak jak innych, śpiewać nie potrafiły. Na domiar złego, przy montażu sceny na Zenka, który pracował nad lekarstwem, spadło rusztowanie i go zabiło, przez co konkurs jest naszą jedyną szansą. Ostatecznie wygrała Zośka pracująca przy pieczarkach, ale nie wygrała nic, bo kierownik ma jej dać nagrodę, gdy Hetmańska nas odblokuje, bo przy sobie nie ma nic.

7 sierpnia
Hetmańska nadal nie otworzyła. Poszliśmy do kierownika z pretensjami, a on powiedział, że skoro nie umiemy śpiewać, to się pierdolmy, po czym zamknął się w swojej kabinie.

9 sierpnia
Chyba nie uda mi się już. Jestem zmęczona.


— Koniec — powiedział Jurek, przeciągając "o".
— I co teraz? — spytał Marcin. Retorycznie, gdyż każdy z nich wiedział, że umrze. I lepiej żeby nie próbować się wydostać, żeby nie roznieść zarazy na całe metro.
— Może pójdziemy zobaczyć, co ten Zenek wymyślił — zasugerował Stefan.
— A może... — zaczął Jurek, po czym wyciągnął z kieszeni ołówek. — Skoro mamy zeszyt i ołówek... Jak myślicie, kto z nas napisze najlepszy wiersz o choince?
Dotacje
Serduszka
Nie jesteś zalogowany i nie dodasz serduszka
Komentarze
Lubią ten komentarz: Otto von Spee-Asketil.
Rihanna Aureliuš-Sedrovski, 12.12.2017 r. o 16:47:49
Jakie to genialne! Czekam na więcej i więcej :)
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Otto von Spee-Asketil, 12.12.2017 r. o 16:49:02
@Rihanna Z moim tempem następna część będzie w 2022 roku, stay tuned.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Rihanna Aureliuš-Sedrovski, 12.12.2017 r. o 16:52:47
@OvS nie pozwalam!
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Otto von Spee-Asketil.
Robert Fryderyk, 12.12.2017 r. o 17:15:34
Doskonałe :D
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Otto von Spee-Asketil.
John Rasmusen, 12.12.2017 r. o 20:29:52
@OvS Z twoim tempem to następna część będzie już pisana w czasie teraźniejszym ;p
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Otto von Spee-Asketil, 12.12.2017 r. o 20:46:26
@JohnRasmusen Najwyżej się zmodyfikuje trochę tytuł.
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Otto von Spee-Asketil.
Gniewosz Sforski, 12.12.2017 r. o 22:26:42
Czekam na koljene części!
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Otto von Spee-Asketil.
Viktor von Vihren, 13.12.2017 r. o 13:31:39
No wciągłem się nie powiem.
Ten komentarz czeka na serca.
Roland Heach-Romański, 13.12.2017 r. o 18:42:34
Jeśli zechcesz przyjąć radę od osoby po fachu w pisaniu opowiadań to pod rozwagę pozostawiam rozbudowę opisów reakcji towarzyszących wypowiadanym przez bohaterów kwestiom. Dla czytelnika informacja, że bohater "powiedział" jest oczywista, przecież właśnie czyta jego kwestię. O wiele lepszym byłoby wplatanie wizualizacji tego co się dzieje w czasie rozmowy, szczególnie, że widzę, że przyjąłeś stylistykę prezentowania świata przedstawionego po przez dialogi - co bardzo lubię.

Poza tym niezwykle ciekawe.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Albert Jan Maat, 14.12.2017 r. o 10:11:21
Świetne - nareszcie ktoś napisał dobrą powieść postapokaliptyczną!
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Tomasz Ivo Hugo, 15.12.2017 r. o 13:20:02
Ciekawa historia. Mam nadzieję, że na ciąg dalszy nie będziemy musieli czekać kolejne 1,5 roku.
Co do najdłużej pisanego artykułu... to ja o Górach Smoczych zacząłem pisać na starym ID
odpowiedz
Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany