5718. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
9. dzień panowania Roberta Fryderyka
Obserwator Sarmacki, Robert Fryderyk, 01.11.2017 r. o 12:43:26, tantiemy: 8 272.00 lt
Pozwól, Panie Andrzeju, że Ci odpowiem
Seria wydawnicza: Felietony Obserwatora
Jego Królewska Wysokość Andrzej Fryderyk, król Teutonii, poruszył w opublikowanym niedawno artykule bardzo wiele ciekawych wątków. Starałem się odpowiedzieć w komentarzu lecz ograniczenie 5000 znaków skutecznie mi to uniemożliwiło. Zapraszam zatem na łamy Obserwatora do zapoznania się z moim punktem widzenia, ogólną pochwałą, odrobiną polemiki, ale i myślę garstką ciekawych kontrsugestii. Zachęcam także do włączenia się w tę dyskusję i przedstawiania swoich pomysłów. Temat osłabionej sarmackiej aktywności jest ostatnio tym co tę aktywność pobudza.

BARDZO WAŻNE PRAWDY

Bo Mikronacje nie są i nie będą moją jedyną rozrywką. Ani nawet główną” — w swym artykule, a wcześniej także w jednym z wątków, powiedział Andrzej Fryderyk. I są to słowa,, z którymi całkowicie się zgadzam i doskonale rozumiem. Każdy z nas jest inny, każdy ma inne zainteresowania i inne życiowe priorytety. W moim przypadku jest tak, że niezależnie od tego czy jestem w pracy, czy po pracy, czy w tygodniu, czy w weekend, mam przy sobie swoją komórkę. Zarówno zakres obowiązków domowych, jak i zawodowych, nie pozwala mi na jakieś wyszukane formy aktywności hobbystycznej, ale... komórki z dostępem do KS nikt mi nie zabierze. Tyle wystarczy. Na telefonie, choć to mocno niewygodne, w każdej chwili mogę kliknąć „odśwież” i przeczytać nowe ćwirki, komentarze czy inne elementy naszego contentu. Wieczorem włączam serial, dzieciaki śpią, żona robi na szydełku, a ja oglądając ulubiony obraz jednym okiem zezuję na komórkę. Kiedyś naukowcy ze Stanów Zjednoczonych zdiagnozowali i nazwali pewną jednostkę chorobową — FAD (facebook addiction disorder), to per analogiam ja mam wobec tego chyba SAD (jakkolwiek to smutno nie brzmi).

Drugi szalenie ważny problem, który poruszył Jego Królewska Wysokość to stary jak świat problem „Czemu nic się nie dzieje” i naturalna na niego reakcja każdego, kto ma w sobie choćby krztynę kreatywności — „bo nic nie robisz.” Znów, jakkolwiek te słowa mogą kogoś boleć, tak są one prawdziwe i są właściwą odpowiedzią na właściwym miejscu. Nie udawajmy, że jest inaczej. Nie krygujmy się, ani tym bardziej nie chowajmy się za fałszywie rozumianym poszanowaniem odmienności. Fakt, nie każdy jest kreatywny, nie każdy ma pomysły, nie każdemu się chce. Fakt też, że wchodząc w ten świat nie podpisujemy żadnych cyrografów i nie musimy nic. Ale idąc do zabawy po to by narzekać, że jest nudna, a jednocześnie w najmniejszym stopniu jej nie wzbogacając to trochę jakbyśmy puścili bąka w towarzystwie i narzekali, że w pomieszczeniu śmierdzi.

W kontekście tego problemu JKW przywołał kwestię sławetnych 20 punktów aktywności. Model ten obowiązuje już trzy lata, i w tym czasie został mocno ograniczony. Rzeczywistość zweryfikowała założenia twórców systemu i obdarła go/nas ze złudzeń. Już odpowiadając Johnowi Rasmusenowi napisałem, że dojrzeliśmy do sytuacji, w której opieranie funkcji o punkty aktywności należałoby zakopać. Naszym celem na dziś powinno być wypracowanie mechanizmów skutecznego katapultowania z funkcji tych osób, które pozostają nieaktywne. To, że dziś w niektórych aspektach ograniczamy dostęp do funkcji świetnym fachowcom tylko dlatego, że akurat nie znajdują nic interesującego w tym co się dzieje w KS (ergo nie nabijają punktów) to rozwiązanie, które po części odpowiada za obecny stan społeczeństwa i państwa w ogóle. Nie wiem kto znajdzie się w nowym Sejmie i jakie będzie miał priorytety ale chyba doszliśmy do skrzyżowania, na którym decydujemy czy udaje nam się pewne sprawy naprostować, czy niestety nie. Boję się trochę, że jeśli przegapimy ten moment to po kolejnych trzech miesiącach głębokiego marazmu i braku „systemowych/prawnych” rozwiązań obudzimy się ze znacznie mniejszą chęcią do zmian i odbudowy, o liczbie mieszkańców nie wspominając. JKW poruszył też bardzo ważny temat karania bawiących się w Sarmację, w domyśle zakładam, że chodziło tu o karanie poprzez nakładanie wymogów i ograniczeń. I muszę znów się zgodzić. Trzeba dokonać przeglądu wszelkich istniejących ograniczeń i je czym prędzej zlikwidować/zmodyfikować. Celem nadrzędnym jest budowanie dobrowolności i aktywności. Środkiem do celu powinna być jasna ścieżka, nienajeżona przeszkodami. Owszem, sarmacka aktywność jest sinusoidą, ale odnoszę wrażenie, że obecnie korekta jest nieco głębsza niż zwykle.

KLARYFIKUJĄC SWÓJ POMYSŁ

W dalszej części JKW Andrzej Fryderyk wywołał do tablicy bezpośrednio mnie i poruszony przeze mnie problem rozmywania się kanałów komunikacji. Ma JKW absolutną rację, że nie wziąłem w kwestii ćwirków pod uwagę aspektu kreacyjnego. Przyjmuję więc ten argument i wycofuję się z sugestii odnośnie likwidacji ćwirka. Natomiast w dalszej części muszę dokonać sprostowania. Napisał JKW, że liczba komentarzy do artykułów spadłaby gdybyśmy musieli tworzyć wątki na forum (czyt. samodzielnie tworzyć). W mojej wypowiedzi nie pada taka sugestia. Przypomnę więc co napisałem „Wyobrażam sobie taki mechanizm, w którym publikacja artykułu w DSG powoduje wrzucenie jego fragmentu (ileś pierwszych znaków) jako posta na forum do wydzielonego działu „Prasa Sarmacka”. Post ma tytuł określający czasopismo i tytuł np. „[Obserwator Sarmacki] Co ten RCA znów wymyślił?”, zaś w treści oprócz fragmentu link do całego artykułu. To tu toczy się dyskusja pod nim, o nim, itd. Pod samym artykułem pojawia się zaś systemowo ramka [Podyskutuj na forum] linkująca do działu z prasą ogólnie”. Nie pisałem o tworzeniu samodzielnym, a systemowym, o prostym związaniu danego artykułu z linkiem do forum, itp. To mechanizm by o to dbał, nie człowiek. Jedyne czym proponowane rozwiązanie różniłoby się od obecnego to urządzenie sekcji komentarzy na forum centralnym właśnie, zamiast pod artykułem bezpośrednio. Plusów jest kilka — żywsze forum, na pierwszy rzut oka widać, że wciąż jest wysoce aktywne; na forum pewne rzeczy wyszukuje się łatwiej; i w końcu, nie czarujmy się to też istotne, wyższa pozycja forum w rankingach miesięcznych — bo PR też trzeba dbać. Oczywiście nie upieram się, ani nie stawiam na ostrzu noża. Ot rzuciłem pomysł, który wywołał dyskusję. I cudownie! Bardzo ciekawą opcją jest też to o czym pod koniec swego artykułu napisał Andrzej. Moderowanie komentarzy z opcją przenoszenia niektórych (obniżających dyskusję? rozmywających ją? krótkich?) na forum brzmi świetnie. Pytanie tylko jak zadbać o to by nie było konfuzji? Czy pojawiałaby się adnotacja, że dyskusja częściowo toczy się na forum? Czy jak? To na pewno wymaga przedyskutowania, mocnego włączenia się w dyskusję NIA. Natomiast z czasem doszło w mej głowie do tego pomysłu jeszcze jedno. Powiązać to z większą reformą prasy. Po pierwsze, jak już sugerował w komentarzu do artykułu JKW diuk Czuguł-Chan, zlikwidować Park Stołeczny. Po drugie podnieść progi dostępu do prasy. Naprawdę nie musi być tak, że każdy mieszkaniec od razu musi być redaktorem i dziennikarzem. Od luźnych komentarzy jest forum, a nawet ćwirek.

JAK ZROBIĆ, BY SIĘ...

Bardzo ważnym problemem poruszonym w artykule Jego Królewskiej Wysokości jest kwestia konkursów. Osobiście, zarówno jako uczestnik, ale i jako twórca, doświadczyłem tego o czym Andrzej Fryderyk napisał. Powszechne zniechęcenie, narzekanie, brak zainteresowania, nijakie nagrody, itd. W tej sprawie jest kilka istotnych pytań — czy coś nas ogranicza? co nas motywuje? co sprawia, że poczujemy się docenieni? Ogranicza nas jedynie nasza wirtualna przestrzeń i, truizm, wyobraźnia. Tyle w teorii. Faktycznie jednak ogranicza nas zdecydowanie więcej rzeczy. Jako konsumenci rzeczywistości staliśmy się wygodni, roszczeniowi, oczekujemy, że wszystko będzie na tacy. Nie chcemy robić, nie chcemy dawać od siebie. Chcemy by było łatwo, ale nie za łatwo. By dawało satysfakcję, ale nie wymagało za dużo. Itd. Stawiamy wykluczające się żądania, co w konsekwencji powoduje, że kolejny konkurs jest nudniejszy od poprzedniego. Od dłuższego czasu na imprezach na IRCu królują... wykreślanki. Super zabawa, ale, umówmy się, nic budującego. Konkursy literackie w Sarmacji, mimo poszerzenia ich zakresu o inne formy (nie tylko powieść/opowiadanie), nie znajdują chętnych. Sam doświadczyłem nikłego odzewu i różnorakich tłumaczeń, także takich, że miałem napisać, ale... (dowolny powód). Co nas zatem motywuje do działania? Szybki efekt? Poklask? Satysfakcja? Każdego zapewne coś innego. Ale znów, mało kiedy dajemy coś od siebie, a oczekujemy by dawali inni. Mogę powiedzieć co mnie motywuje. Odzew. Serca, komentarze, krytyka, polemika. Demotywujący dla mnie jest brak jakichkolwiek reakcji. A ten jest coraz bardziej powszechny. I nie chodzi tylko o mnie i moją twórczość, ale szeroko o każdego z Was. Co sprawia, że czujemy się docenieni? Znów, tu też każdy ma inaczej. Ja się czuję doceniony jak ktoś pokusi się o komentarz, wiem wówczas, że zadał sobie trud i przeczytał co napisałem. Czuję się doceniony jak mogę awansować w tej naszej drabince społecznej. Czuję się doceniony jak zwyczajnie mogę działać i ktoś nie gasi mojego pomysłu zaraz na starcie. Po prostu. Wolność tworzenia daje największego kopa i dla mnie jest w pewnym sensie odpowiedzią na każde z postawionym na wstępie akapitu pytań.

ROZWIJAJĄC POMYSŁY

Nie mogę obojętnie przejść obok creme de la creme artykułu JKW Andrzeja Fryderyka, czyli propozycji zmian. Świetnie, że one się pojawiły, że są przemyślane i spisane. Na pierwszy ogień idzie więc zwiększenie wagi artykułu prasowego. Pomysł ten doskonale współgra z moimi przemyśleniami i tym co poruszyłem już wyżej (odnośnie ograniczenia w dostępie do panelu redakcyjnego). Do dzisiejszych artykułów można mieć wiele zastrzeżeń, a prawdziwych perełek w niej mało. I mimo, że sam staram się publikować treściwe felietony, czy inne formy prasowe, to jednak wiem, że nie zawsze mi to wychodzi. Zmiana sposobu wyświetlania artykułów na stronie głównej to jeden z pomysłów i to dobry pomysł. Wpisuje się on w pojawiające się co jakiś czas postulaty przebudowy strony głównej na nowocześniejszą. Problemem jednak będzie przyjęcie tu w miarę obiektywnych kryteriów. Same serca to za mało. Wiemy jak one działają, jak częściej wyrażają sympatię wobec autora nie ocenę samej treści. W ten sposób możemy sobie potężnie strzelić w kolano. Czy można inaczej? Możliwe, że gdybyśmy wdrożyli zamiast serc mechanizm kciuków w górę/dół to oprzeć to po prostu o liczbę reakcji w ogóle, liczbę komentarzy, top hot artykuły. Świetnym pomysłem jest dbałość o jakość. Zyskuje na znaczeniu instytucja redaktora naczelnego, wprowadzać też można funkcję korektora. Natomiast to czego JKW nie porusza, a czego mi szalenie brakuje to możliwość publikacji złożonych z więcej niż jednego artykułu, bogatszego zasobu BBCode (więcej opcji, lista obsługiwanych czcionek, może WYSWIG), oraz, jeśli zostawić komentarze w DSG, włączania opcji „śledź komentarze/odpowiedzi” z otrzymywaniem powiadomień o każdym nowym komentarzu. Wspomniana przez diuka Czuguł-Chana i przeze mnie likwidacja Parku Stołecznego ma na celu głównie zadbanie o to by początkujący dziennikarze szukali możliwości zatrudnienia u boku tych bardziej doświadczonych. To, w połączeniu z tym co zaproponował JKW, dałoby szalenie pozytywny efekt w postaci pojawienia się swoistego cechu dziennikarzy, uczniów i mistrzów, wychowywania nowych pokoleń dziennikarskich piranii.

Kolejnym ciekawym pomysłem jest kalendarz. I o ile nigdy z kalendarzy na stronach WWW nie korzystałem, jakoś podświadomie je ignorując... to gdyby taki kalendarz miał opcję zapisu interesujących nas wydarzeń z niego do naszych kalendarzy Google'a? Kurcze, dla mnie bomba! Od kilku miesięcy mocno korzystam z kalendarza Google'a, mam dedykowany mu ekran w komórce, wszystko pięknie, wszystko gra. Klikam na www KS w to co mnie interesuje, klikam w dodaj do kalendarza Google, i już. Gotowe. Możliwości implementacji usług Google'a na stronę jest multum. Warto też pochylić się nad tym co JKW poruszył w przedostatnim akapicie. Powroty, utraty, itd. Odkąd pamiętam karaliśmy za brak obecności — wyższe podatki. Rząd Siergiusza Asketila dodał do tego zabieranie znaczków. Z jednej strony rozumiem powody, z drugiej zaś nie rozumiem przepadków na rzecz państwa. Dlaczego nie w pierwszej kolejności na wskazanych przy odchodzeniu spadkobierców, w przypadku ich braku na rodzinę, a dopiero na końcu państwa? To zawsze budziło we mnie zgrzyt. Może warto to w końcu uporządkować?

ŚCIANY SIĘ NIE SPRZEDAJĄ

Czyli „kup pan cegłę” lub jak kto woli „szkoda marnować czas na pisanie artykułów. Nikt nie czyta ścian tekstu.” Może i tak, ale mimo tego nie zamierzam rezygnować z możliwości jaką prasa mi daje by się wypowiedzieć, wziąć udział w toczącej się dyskusji. Przedkładam możliwość wpływania na rzeczywistość od jej kontestowania. Dziękuję każdemu z osobna za dobrnięcie do tego miejsca. Jeśli macie coś do dodania będę wdzięczny podwójnie. Mam też nadzieję, że z tej małej polemiki wyjdzie coś dobrego dla naszej całej społeczności. Polemika wydawać się może dość płytka, bo i JKW Andrzej Fryderyk przedstawił nam dużo doskonałych pomysłów. Starałem się je nieco rozszerzyć o te elementy, których teutoński król nie poruszył, lub postawić dodatkowe pytania, które mają nas zmusić do zadumy nad głębszymi kwestiami. Ufam, że się spodobało.
Dotacje
Ten artykuł dotowali: Timan Demollari, Andrzej Fryderyk.
Serduszka
Nie jesteś zalogowany i nie dodasz serduszka
Komentarze
Vladimir ik Lihtenštán, 01.11.2017 r. o 12:50:35
Nie przeczytałem. Prawdę mówić nawet niewiele mnie osobiście obchodzi temat ogólnej aktywności, ale dam serce za to, że się Wam chce, drodzy Panowie.
odpowiedz
Wojciech Hergemon, 01.11.2017 r. o 13:01:27
To zdanie pięknie oddaje, do jakiego absurdu w sumie dotarliśmy:
Quote:
Temat osłabionej sarmackiej aktywności jest ostatnio tym co tę aktywność pobudza.
Bo nie ulega wątpliwości, że obliczanie i uwzględnianie aktywności jest problemem. Daleko nie szukając, obecnie punktów mi brakuje. Tak się złożyło, że pracuję więcej niż kiedyś, i po 6 dniach kreatywnej pracy nie mam ani ochoty, ani fantazji, żeby napisać jakiś artykuł, co zazwyczaj robiłem i mnie to ratowało. Witanie nowych celem uzyskania aktywności, uważam natomiast za niesmaczne.

Jestem na bieżąco, Trybunał ogarniam, śledzę co się dzieje w KS. Na IRCu nawet spędzam względnie dużo czasu, bo jest to też jakaś forma wypoczynku, bo aż tak nie angażuje.

I niby wszystko fajnie, bo mi brak tej aktywności nie szkodzi ale... (o czym niejako już pisano, ale na przykładzie łatwiej):
1) Giełda płaci podwójny podatek, bo jestem nieaktywny (chyba nam to gdzieś umknęło przy nowelizacjach - ale trzeba to pozmieniać - przecież założenie było takie, że inicjatywy systemowe mają działać same z siebie. Czy jak zniknę na dłużej, to kasa z Giełdy wyparuje? Nie o to nam przecież chodzi).
2) Załóżmy, hipotetycznie, że chciałbym coś w moim v-życiu zmienić, odejść z TK i wskoczyć na jakąś fuchę, gdzie potrzeba aktywności. Wiecznie asesorem przecież nie będę (już ponad rok). I wychodzi na to, że mimo kilkunastu lat stażu, leciwego już tytułu arcyksięcia, świeżego tytułu barona, pierdyliona medali, odznaczeń itd., nienajgorszej pracy w Trybunale, musiałbym wytworzyć jakieś posty i artykuły. Oczywiście można powiedzieć, co to za problem nawalić 20 postów - owszem żaden - ale czy naprawdę muszę udowadniać, że jestem aktywny, jak przez ponad rok miałem może do kupy z 2 tygodnie obsuwy?
3) Sytuacja przeciwna - aktywni sinusoidalnie, palcem nie trzeba wskazywać, każdy zna kilka takich osób. Pojawia się raz na jakiś czas, nabija milion punktów w tydzień, wybiera się go na szereg fuch, po czym gość znika i czekamy miesiąc (czy ile tam jest w ustawie), aż się zrobi nieaktywny, a robota leży. I gdzie tutaj sens.

Tyle chciałem napisać. W dyskusję to w sumie niewiele, a może nawet po prostu nic, (nie) wnosi, ale jest to forma wyrażenia poparcia dla toczących się dyskusji oraz forma zwiększenia aktywności.
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Robert Fryderyk.
Wojciech Hergemon, 01.11.2017 r. o 13:02:47
PS. (udało się - dwa posty większa aktywność ;)) Chciałem jeszcze dodać,
że ktoś jednak czasami czyta ściany tekstu. A zawsze można użyć metody,
której realnie uczę praktykantów - jak akapit jest długi, to odlicza się 4 linijki, szuka najbliższej kropki, daje enter i w pętli aż do skutku ;).
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Wojciech Hergemon, Robert Fryderyk.
Timan Demollari, 01.11.2017 r. o 17:06:42
Chcę poprzeć Wasze (Andrzeja, Roberta i {przede wszystkim} Kaxia) słowa w zakresie ogólnej chujowości terroru aktywności. Tak, terroru. Fakt, że musimy poniżać się do wstukiwania tych postów/komentów "gratulacje :)", "Witaj w Sarmacji :)", by nie spotkały nas niemiłe konsekwencje utraty aktywności uważam za poniżający.

Czy stymuluje nas to do produkcji contentu? Być może, ale jest to content w dużej mierze bezwartościowy, robiony (czasem) na odpierdol, byle tylko spełnić wymagania. Nic nie wnosi i nie wchodzi w większe interakcje z czymkolwiek. Bat być może jest dobrą metodą motywacji, by wykonać jakieś zadanie. Ale życie (v-życie, jeśli wolicie ;)) to nie zadanie.

Być może w ogóle należałoby zrezygnować z tej gamifikacji, liczeniu wszystkiego i wprowadzaniu elementów rywalizacji w każdym aspekcie v-życia (tak zapatruję się na odznaczenia za serca i posty, być może tu pomysł Roberta z kciukami poprawi sytuację).
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Timan Demollari, Robert Fryderyk.
Wojciech Hergemon, 01.11.2017 r. o 17:15:46
Już dawno temu, było takie hasło "z Ogame i tak nie wygramy" ;).

Także trzeba szukać niszy, a nie skromnymi siłami wprowadzać wysokoparametryzowaną zabawę.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Timan Demollari, 01.11.2017 r. o 17:19:20
{przepraszam, za powótrzenia w komencie, opiłem się sherry i tak to potem wygląda}
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Robert Fryderyk, 01.11.2017 r. o 17:26:33
Gwoli sprawiedliwości to dodam, że wielkim zwolennikiem likwidacji tego jest i był od dawna Miszka Korab.
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Robert Fryderyk.
Siergiusz Asketil, 01.11.2017 r. o 19:46:52
Quote:
Temat osłabionej sarmackiej aktywności jest ostatnio tym co tę aktywność pobudza.
Nie przebiję tego, że mamy kryzys, rozwinięte mikronacje upadają przez brak zaangażowania, a nikt nie ma pomysłu jak to rozwiązać. Tak naprawdę na tych stwierdzeniach można zamknąć konferencję każdą dyskusję. Od lat nikt nie powiedział niczego nowego — po prostu zmierzamy do końca.
— ja, jakiś czas temu
Quote:
Odkąd pamiętam karaliśmy za brak obecności — wyższe podatki. Rząd Siergiusza Asketila dodał do tego zabieranie znaczków.
Tutaj nie chodziło o promowanie aktywności, nawet jeżeli taki argument podawaliśmy. Łataliśmy dziurę budżetową, bardzo skutecznie. Dzięki tej akcji poprawiliśmy stan finansów publicznych, co pozwoliło zahamować regularne dodruki i podjąć promocję dobrych inicjatyw. Z perspektywy czasu uważam, że wiele można było zrobić inaczej. Ale to jak ze wszystkim — warto podjąć dyskusję nad zmianą tego, co dzisiaj utraciło swój pierwotny sens.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Jihymed Niezyd, 01.11.2017 r. o 20:14:27
Park Stołeczny zawsze był miejscem mało wnoszących artykułów, ale w dobrych rękach naprawdę może się w nim pojawić dobry artykuł.

Likwidacja parku stołecznego, to tak naprawdę likwidacja przyrostu naturalnego. No bo skoro zabieramy nowym możliwość publikacji od samego początku, I ich do poszukiwania pracy - to tak prawdę mówiąc - komu się będzie chciało szukać pracy u boku kogoś doświadczonego?

Poza tym, nowi mogą czuć się nieco skrępowani, brakiem znajomości, brakiem doświadczenia i ograniczeniami personalnymi (nie będę pisał do "osoby" bo mnie jeszcze wyśmieje itd.) Oczywiście z doświadczenia wiem, że Sarmaci są sympatyczni, ale nie każdy tą prawdę musi znać.

Patrząc również z drugiej strony, kto zatrudni w agencji prasowej, szczycącej się wysoką jakością artykułami żółtodzioba, co z gazetą nigdy nie miał i prawdopodobnie nie będzie miał nic wspólnego? Co da nam to, że nie będzie parku stołecznego, kiedy artykuły bez znaczenia i bez jakosci nadal będą się pokazywać - tylko tym razem w innych agencjach prasowych.

/Wiem, to nie byp jedyny temat felietonu (który o dziwo nawet cały przeczytałem) ale jest to jedyny temat na ktory mogę sie wypowiedzieć.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Siergiusz Asketil, 01.11.2017 r. o 20:24:51
@Jihymed
Quote:
Poza tym, nowi mogą czuć się nieco skrępowani, brakiem znajomości, brakiem doświadczenia i ograniczeniami personalnymi (nie będę pisał do "osoby" bo mnie jeszcze wyśmieje itd.) Oczywiście z doświadczenia wiem, że Sarmaci są sympatyczni, ale nie każdy tą prawdę musi znać.
Ja wiem, że to mało poprawne politycznie — ale w mikronacjach należy to nazywać selekcją naturalną. Kiedyś nie było niczego od razu, trzeba było się wykazać. I już samo wykazywanie się sprawiało frajdę! ;-)
Quote:
Patrząc również z drugiej strony, kto zatrudni w agencji prasowej, szczycącej się wysoką jakością artykułami żółtodzioba, co z gazetą nigdy nie miał i prawdopodobnie nie będzie miał nic wspólnego? Co da nam to, że nie będzie parku stołecznego, kiedy artykuły bez znaczenia i bez jakosci nadal będą się pokazywać - tylko tym razem w innych agencjach prasowych.
Istnieją różne agencje prasowe. Niektórzy zatrudniają dosłownie każdego, czego najlepszym przykładem chyba była ta historia. Ale pozwala to na choć minimalną selekcję.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Robert Fryderyk, 02.11.2017 r. o 14:22:06
Nie mogę się tu nie zgodzić z Siergiuszem. Równanie w dół to nie jest sposób na cokolwiek. Kiedyś faktycznie trzeba było walczyć. Dawało to dużą satysfakcję.

Ja bardzo chętnie zatrudnię żółtodzioba, byle ten chciał się uczyć. Chciał się starać. Miał pomysły. Ale dzisiejsi młodzi rzadko kiedy chcą się uczyć, starać czy mają pomysły. Czy chcemy takie osoby w KS? W imię mitycznej zastępowalności pokoleniowej?
@Sier @Jihymed
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Jihymed Niezyd, 02.11.2017 r. o 16:49:43
Równanie w dół nie jest dobrym pomysłem, tutaj sie zgadzam. Ale jednak, równie motywującym jak wkładanie zaangażowania w znalezienie pracy, jest posiadanie własnej agencji prasowej. Park stołeczny nigdy nie był, i zresztą nie będzie agencją, która byłaby znacząca. Będzie ona tylko źródłem początkowego dochodu. Nie ukrywajmy, na jednym takim medium well artykule można zarobić od 5 do 10k Libertów
Dlatego młodzi, którym zależy faktycznie będą (tak jak to było w moim przypadku) starać się o własne "narzędzie" prasowe, rzadziej o zatrudnienie u boku fachowca. Obecne pokolenie jest pokoleniem samouków. (Wolę się sam nauczyć niz zeby ktoś nauczył mnie). Park stołeczny jest właśnie takim miejscem gdzie szlifują się diamenty - z czego niektóre to faktycznie diamenty, a niektóre to po prostu kawałek złomu... A rady co do artykułów można dać w komentarzach, w końcu po to są, żeby wyrazić opinie, która powinna pomagać w rozwoju, a nie być żeby być...
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Robert Fryderyk.
Andrzej Fryderyk, 12.11.2017 r. o 13:20:06
I tak to jest jak chcesz się do czegoś odnieść lecz czegoś Ci zabraknie...

W sumie nie mam wiele do napisania. W większości... Po prostu zgadzam się. Jednakże dodam kilka słów od siebie. Jeśli o czymś nie napiszę... Po prostu się z tym zgadzam.

Nie da się ukryć, że jak widać pomysł konsolidacji środków komunikacji zostal przeze mnie opacznie zrozumiany. I w sumie nie jestem pewien. Mam z tyłu głowy wrażenie, że tematem dyskusji winien być nie tyle artykuł, co wnioski z niego wynikające. Jeden artkykuł może prowadzić do wielu dyskusji, tak jak inny do żadnej. A może faktycznie przyjąć ten model i pole komentarza dodawałoby post na forum centralnym? Sam nie wiem. Pomysł zwiększonej moderacji dyskusji jest moją alternatywą, obrazującą jak ja widziałbym rozwiązanie zagrożeń wynikających z tej sytuacji. Być może jest nawet niepraktyczny. Jednakże - zmiany są warte rozważania.

Pomijając kwestie, które sam sklasyfikowałem jako problem, wspomnę o kwestii moich pomyslów. Nie są one ani przemyślane, ani szczegółowo spisane. Raczej są one rzuconą na wiatr propozycją, do dyskusji, przemyślenia. Zakreślam problem, rzucam pomysłem i liczę że kto inny rzuci też innym, a jeszcze kto inny spróbuje wcielić to w życie. Tak działa rozwój. Twierdzisz że serca to mało. Sam się o to obawiałem, mając z tyłu głowy, że być może trzeba będzie liczyć też ilość wyświetleń, dodać więcej reakcji, zliczać komentarze... Nie wiem nawet czy taki model się sprawdza. Jednakże model wskazujący najlepsze artykuły z pewnością coś mógłby zmienić. Funkcja śledzenia? Jak najbardziej! Jakieś skomplikowanie systemu to wprowadza, ale z pewnośćią byłoby to dobre.

Co do kalendarza - sam nie wiem. Ja raczej to widzialem jako podsumowanie tego co się faktycznie w Sarmacji dzieje. Nie opnuję, ale sam nie wiem.

Jeśli chodzi o zabieranie dóbr... Ja tego zupełnie nie rozumiem. Znaczek znika z obiegu? I dobrze! Widać osoba nie chciała go nikomu dawać.
odpowiedz
Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany