5655. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
1461. dzień panowania księcia Tomasza Ivo Hugona
Gazeta Teutońska, Vladimir ik Lihtenštán, 10.09.2017 r. o 15:35:40, tantiemy: 12 512.00 lt
Nie było żadnej inwazji na Awarę Południową, czyli jak powinna wyglądać wojna
Seria wydawnicza: Freie Gespräche
Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
Freie Gespräche

Gościem „Gazety Teutońskiej” jest Daniel von Witt — kontrowersyjny mikronauta z Dreamlandu i Elderlandu, z którym rozmawiałem o jego motywacji do pracy, awersji do Sarmacji, nowej Królowej i Awarze. Zapraszam do lektury.


Poprzedni artykuł w serii: Gra do własnej bramki do żadne rozwiązanie


rDK92bYF.jpg Daniel von Witt (dawniej: Daniło de la Vega) jest obywatelem dreamlandzkim od czerwca 2012 roku. Polityk, ekonomista, dziennikarz związany z Tygodnikiem Luindorskim, Mercuriusem Furlandiae, EcoMic. W przeszłości działacz Partii Burżuazyjnej, obecnie Klubu Politycznego św. Augustyna. Aktywnie pracuje na szczeblu krajów federacji (książę Furlandii i Luindoru) oraz centralnym (dawniej premier, wielokrotny minister). Udziela się także w Elderlandzie (Lord Strażnik Koronny). Wokół jego osoby powstało wiele kontrowersji. Otwarcie gardzi Sarmacją. O tym i o narastającym konflikcie o Awarę rozmawiałem z nim w niniejszym wywiadzie.



Gazeta Teutońska: Lord Strażnik Koronny, Namiestnik Luskanii, Książę Furlandii i Luindoru, Szef Królewskiego Sztabu Głównego Elderlandzkiej Armii Królewskiej, Prezes Klubu Politycznego św. Augustyna, dziennikarz wielu dreamlandzkich tytułów, biznesmen, polityk, członek niezliczonej liczby organizacji i instytucji. Przed wstąpieniem JKW Edwarda II na tron Dreamland był pogrążony w głębokim marazmie. W Elderlandzie toczył Pan dyskusje z samym sobą. Mimo widocznych wówczas symptomów upadku, nie opuścił Pan mikronacji, nie przeniósł się do aktywniejszego kraju. Niektórzy gardzą Pańską aktywnością, inni zapewne ją podziwiają. Zawsze chciałem Panu zadać to pytanie — co pcha Pana do ciągłej pracy na rzecz Obu Królestw? Co Pana motywuje i co Pana motywowało przed edwardiańskim renesansem?

Daniel von Witt: Gdy wydawało się, że Dreamland chyli się ku upadkowi nie opuściłem Królestwa zasadniczo z dwóch głównych powodów: mojego patriotyzmu oraz adaptacyjności. Przez cały mój dotychczasowy pobyt zżyłem się z dreamlandzką społecznością i tym konkretnie kręgiem kulturowym na tyle, że tu zacząłem zabawę i tutaj ją zakończę. Nigdzie nie zamierzam emigrować, niezależnie od tego, jak będzie źle lub dobrze, gdyż - i tu drugi powód - jestem w stanie zaadoptować się do każdych warunków i znaleźć miejsce dla siebie w każdych okolicznościach demograficznych i aktywnościowych. Nie można zamknąć przede mną drzwi, bo wejdę oknem lub kominem. Nie mam również jakiejś szczególnej motywacji do pracy na rzecz Królestwa. Zwyczajnie lubię to hobby.

GT: Na jednym z nieoficjalnych spotkać mikronautów przyrównano Pana do Roberta von Thorna – również kontrowersyjnej postaci, której nie można jednak odmówić aktywności. Czy porównanie z Sarmatą jest dla Pana obelgą, czy pochwałą?

DvW: Osoby dokonujące moich porównań z Robertem von Thornem najwidoczniej miały ku temu jakieś przesłanki i, jak on sam twierdzi, mam z nim wiele wspólnego. Też tak sądzę, chociaż nie zgadzam się z nim w wielu kwestiach i nie przepadam za nim. Podejrzewam, że z wzajemnością. Z tych powodów sądzę, że byłby z niego dobry Dreamlandczyk. Bo Dreamland jest ostatnio krajem nasilającego się pluralizmu, w którym ludzie ewidentnie się nie znoszą. Jeśli jednak z Roberta von Thorna jest taki patriota jak ze mnie, to choćby Sarmacja zamykała się już w czeluściach v-ziemi, nie powinien jej opuścić. A szkoda, bo mimo wszystko namawiam każdego Sarmatę do opuszczania Księstwa Sarmacji. To twór destrukcyjny i bezpłodny, a jednocześnie groźny dla otoczenia. Tak jak prostytutka – z daleka i z bliska wyglądać może ładnie, ale cielesny kontakt może wpłynąć na dalsze losy korzystającego z jej usług. I tak należy rozumieć moje podejście do Sarmacji: burdel omijać, jak najwięcej dusz wyciągając ze środka przed ostatecznym zatraceniem. Nie mam więc nic przeciw porównywaniu mnie z Sarmatami, gdyż wielu to dobrzy, uczciwi, lojalni i pracowici ludzie. Wielu ma na pewno cechy charakteru podobne do moich. Obelgą byłoby dla mnie dopiero mówienie o tym, że staram się budować Dreamland (państwo i wspólnotę) na sarmacki wzór.

GT: To ciekawe, co Pan pisze, bo zakrawa o kolejny temat naszej rozmowy – Pański stosunek do Sarmacji i Sarmatów. O ile mnie pamięć nie myli, napisał Pan gdzieś na dreamlandzkim forum, że nienawidzi Sarmacji i Sarmatów. Mógłby Pan to sprecyzować? Mikronacje to przecież ludzie. Z powyżej wypowiedzi można wywnioskować, że nie nienawidzi Pan ogółu, a raczej, no właśnie czego? Systemu? Mentalności? Jaka jest według Pana sarmacka mentalność i czy można skontrastować ją z dreamlandzką? Co jest powodem Pańskiego negatywnego stosunku do Grodziska?

DvW: Chodzi Panu o jakąś konkretną wypowiedź, w której wprost to stwierdzam, czy może to Pańskie wnioski z obserwacji całokształtu moich działań w stosunku do Sarmacji i Sarmatów?

GT: Jestem przekonany, że gdzieś na dreamlandzkim forum padły słowa o nienawiści spod Pańskiej klawiatury, ale nie mogłem ich niestety znaleźć. Jakkolwiek, nie może Pan zaprzeczyć,
że żywi dość dużą niechęć do Sarmatów, a przynajmniej tak to wygląda dla obserwatora z boku.


DvW: No więc nie ustosunkuję się do przeświadczenia, że kiedyś, coś, gdzieś może powiedziałem. Jeżeli chce się Pan oprzeć na czymś konkretnym to mogę powiedzieć, że owszem, żywię bardzo dużą niechęć do Księstwa Sarmacji i sarmackiej społeczności. Nie wyklucza to jednakże mojego szacunku dla niektórych jednostek tworzących tę społeczność lub niektórych wytworów, działań czy zachowań dowolnych osób z tej społeczności. Opinie na temat indywiduów nie muszą być takie same jak wobec całego państwa i społeczeństwa. To jest jednoznacznie negatywne, a z biegiem czasu pogarsza się. W tym miejscu chcę zatrzymać się i wyraźnie podkreślić, że nie jest to spowodowane stosunkiem wielu Sarmatów do mnie czy tym, że bywam ich „ulubieńcem”. W okresie 2012-2014 nie interesowałem się Sarmacją w ogóle lub w bardzo małym stopniu, a mimo to mój stopniowo rodzący się do niej stosunek był zły już wtedy. A wówczas Sarmaci nie mieli powodu, by mieć mnie na językach. Sytuacja zmieniła się, gdy Królestwo Dreamlandu za mojego premierowania stanęło po stronie Królestwa Scholandii w czasie propagandowej sarmackiej „inwazji” na Awarę Południową.

Kilka lat temu mówiło się, że Królestwo Dreamlandu jest społecznością zabetonowaną zdominowaną przez starą gwardię. Mówili mi o tym zarówno młodsi obywatele Dreamlandu, jak i starsi, którzy byli ousiderami. W Królestwie beton został już rozkruszony. W Sarmacji nie udało się to, o czym ja akurat wiele nie mówię, ale robią to osoby, które znają Sarmację znacznie lepiej. Mowa o Wandejczykach oraz o tzw. „zielonym stoliczku”. Sprawia to, że Sarmacja jest nie tylko plastikowa przez swoje świecidełka i bajery na stronie i forum, ale również plastikowa w dosłownym rozumieniu – czymś sztucznym i obłudnym. Ponadto Księstwo Sarmacji uwodzi mikronautów osiadłych już w innych państwach – wiele razy spotkałem się z wiadomościami od różnych osób, iż namawiano je do zmiany wirtualnego miejsca zamieszkania. Pański kraj jest tym samym chyba jedynym, który na masową skalę korzysta z tej formy agitacji, w swoich własnych przepisach zabraniającym innym promowania swych krajów pod groźbą kary, zdaje się banicji, choć proszę mnie poprawić. Z racji pewnych przewag konkurencyjnych Księstwo Sarmacji nie spełnia roli, o jaką naturalnie mogłoby się pokusić, a jego masa jest raczej tkanką tłuszczową niż mięśniami świadczącymi o realnej sile.

GT: Obecna Królowa Dreamlandu i Elderlandu była w przeszłości silnie związana z Sarmacją. Jak Pan przyjął, chyba zaskakującą dla każdego, decyzję o powierzeniu korony Karolinie von Lichtenstein? Przerażenie? Paraliż? Wieszczenie końca? Sarmacki agent na tronie? A może wręcz przeciwnie? Obawia się Pan, że nowa Królowa może przynieść ze sobą do Dreamlandu, według Pana, złe standardy z sarmackiego kręgu kulturowego?

DvW: Poprawię Pana. Królowa Karolina nadal jest silnie związana z Sarmacją, dobrych relacji z którą będzie bronić jak lwica, choćby realnych podstaw do tego nie było. To już widać. Inną sprawą jest, że Królowa szczerze chce te podstawy budować, bo wierzy, że relacje dreamlandzko-sarmackie nie muszą być oparte na konfliktach. Natomiast jej wyniesienie na tron było dla mnie miłym zaskoczeniem. Siłą rzeczy jest to Królowa nie tyle zsarmatyzowana jak JKW Alfred, co po prostu pełnokrwista Sarmatka. W przeciwieństwie jednak do swojego poprzednika jest znacznie bardziej pracowitą, ciepłą społeczniczką, której styl panowania znacząco różni się od serwowanego nam w dobie króla Alfreda. Karolina von Lichtenstein rozjaśniała sarmacki syf i była tam realnie dobrą duszą, w związku z czym dorobiła się tam takich, a nie innych tytułów. W 2016 roku zwyciężyła również w Barometrze Przywództwa, co znaczy, że nie tylko najwięcej mikronautów wskazywało ją jako prawdziwą liderkę, ale również przyznawali jej wysokie noty. Cieszy mnie więc fakt, że osoba jej pokroju jest Królową Dreamlandu i Elderlandu. JKW Alfred nie dorastał jej do pięt, też oczywiście mając duże zasługi dla Sarmacji jak i Dreamlandu. Nowa Królowa oddała je dotychczas na rzecz Księstwa. JKW Edward II postanowił to słusznie zmienić.

GT: No właśnie, JKM Karolina Aleksandra cieszy się powszechnie uznanym autorytetem i stwarza okazję do współpracy i partnerstwa między Dreamlandem, a Sarmacją. Pan jednak wybrał rolę podżegacza, który rozdrapuje stare, awarskie rany. Dlaczego? Czy rola orędownika pokoju jest nudna? Ceni Pan, podobnie jak Robert von Thron, wzajemne zadawanie sobie bólu – nawet jeśli prowadzi to tylko do wrogości i nienawiści, a spór jest wyniszczający – bo konflikt napędza aktywność?

Pytając na boku – na kogo Pan stawiał po abdykacji JKW Alfreda?


DvW: Zgadzam się. Królowa Karolina Aleksandra jest autorytetem, który do dyskusji o polityce zagranicznej Królestwa Dreamlandu realizowanej na odcinku sarmackim wnosić będzie więcej optymizmu, i to właśnie z powodu jej wielkiego kalibru, będzie on zaraźliwy i brany pod uwagę przez innych decydentów dreamlandzkich. Nie muszę chyba jednak przypominać, że w Dreamlandzie panuje ustrój demokratyczny, a nie autorytarny, a Królowa, choć ma duże możliwości oddziaływania na wygaszanie sporów i tworzenie pól do kooperacji, to musi również brać pod uwagę zdanie suwerena oraz wybranych przez niego władz.

Śmiem natomiast twierdzić, że „jestem” mniejszym podżegaczem wojennym od Pana, do czego zaraz dojdę. Moja partia, Klub Polityczny św. Augustyna, od początku swego istnienia głosi, że zawarta z Sarmacją umowa jest dla Dreamlandu wiążąca. Rządzimy już czwartą kadencję i jakoś wojny o Awarę Południową nie wywołaliśmy. Prowadzimy natomiast żywą politykę historyczną, aby młodzi obywatele po obu stronach granicy wiedzieli, że Sarmacja była i jest państwem zbójeckim, które należy mieć na oku i układać się z nim po przeanalizowaniu wszystkich możliwych opcji. I proszę sobie przypomnieć, że to właśnie rząd KPA siadł do rozmów z Sarmacją przeszło rok temu podczas konferencji almerskiej. Negatywny stosunek do Księstwa nie uniemożliwiał prowadzenia z nim jakichkolwiek rozmów. Pan natomiast w 2016 roku należał do Komunistycznej Partii Dreamlandu, która podżega do wojny. Wiedział Pan więc na co się pisze, jeśli ta partia wygra w końcu wybory i zrealizuje swój program. Wybory w końcu wygrała, ale żadnej wojny nie wywołała. Tyle jest więc warty jej program i słowa. KPA zaś nie zmieniła swojego programu. Nie znaczy to jednak, że nie dostrzegamy głosu społecznego w sprawie Awary Południowej i Rząd Królestwa musi coś z tym fantem zrobić, gdyż fakt, że nasze i Wasze władze postąpiły kilka lat temu haniebnie i niesprawiedliwie, jest niezaprzeczalny. Proszę również zauważyć, że największa wrzawa o Awarze Południowej podnosi się w Królestwie akurat wtedy, gdy rządzi partia, która nie postuluje wszczęcia wojny.

Po abdykacji JKW Alfreda stawiałem na jednego z królów seniorów. Powrócił do państwa wówczas JKW Edward I Artur, więc po cichu liczyłem, że może chodzić o niego. W życiu nie sądziłem, że chodzi o sarmacką emerytkę.

GT: Gaston de Senancour pisze, że Sarmacja jest w przededniu utraty Awary, Pan wieszczy upadek Sarmacji i widzi w starciu przełomowy dla mikroświata moment. Jak według Pana – i proszę o konkrety – powinna wyglądać mikronacyjna wojna wysokich standardów lub ogólniej – odebranie Awary Sarmacji? Sam Pan pisał, że wstawianie obrazków czołgów jest infantylne i świadczy o upadku wysokiej jakości polityki. Czego więc mamy się spodziewać? Ataków hakerskich? Nalotów spamerów? A może tylko przerzucania się notami dyplomatycznymi, rewizja traktatów?

DvW: Sarmacja może stracić Awarę Południową i znacznie więcej. Byłoby wspaniałym wydarzeniem dziesięciolecia, gdyby przy okazji jakiejś zawieruchy na niepodległość wydobyły się Baridas i Teutonia, w których lub o których mówi się, że o tym marzą bądź też podejmują pewne kroki, by swoją wolność urzeczywistnić i nie być jedynie obiektami drwin, że tylko tupią nóżkami, ale wtedy, gdy Książę nie widzi. Jeżeli są w Teutonii i w Baridasie mężowie stanu, którzy nie wycierają sobie swoich mord czczą gadaniną o niepodległości, to niech się na nią porwą. Gorąco do tego zachęcam. Miło byłoby zobaczyć jakąś teutońsko-baridajską unię pomiędzy Dreamlandem a Sarmacją, która mogłaby przecież romansować z obojgiem tych partnerów.

Nie mogę do końca powiedzieć, jak mogłaby wyglądać wojna dreamlandzko-sarmacka, gdyż może przyjdzie mi brać w niej udział, a nie chciałbym, aby dreamlandzkie metody walki były znane przeciwnikowi jeszcze przed wybuchem wojny. Mogę natomiast powiedzieć, jak wojna nie powinna wyglądać, a pokazuje to niezbicie przykład fikcyjnej inwazji na Awarę Południową. Mówię fikcyjnej, ponieważ żadnej inwazji nie było. Inwazja polega przecież na wtargnięciu na terytorium nieprzyjaciela. W przypadku „atakujących” Sarmatów nie było takiego wtargnięcia. Terytorium Królestwa Scholandii przez cały czas inwazji pozostawało nietknięte, ponieważ Sarmaci na swoim terenie wklejali sobie fotki czołgów według z góry ustalonego scenariusza. Ten typ wojowania prowadzą chyba tylko państwa nordackie. Możliwe, że podobnie odbędzie się atak na Cyberię realizowany przez dreamlandzkich i winkowych piratów, choć nie można o tym jeszcze przesądzić, bo nie wiadomo jak rozwinie się sytuacja. Wojna o Awarę Południową miała jednak na pewno charakter propagandowy – siła sarmackiego słowa była o wiele, wiele większa od siły słowa scholandzkiego, a więc łatwiej było Księstwu wmówić światu „zajęliśmy Awarę!” niż Scholandii „nic takiego nie nastąpiło”.

Ciekawą formą wojny jest prowadzenie ataków hakerskich. Niestety tę formę wojny należy traktować jako wojnę totalną, która jest wymierzona zarówno w siły zbrojne przeciwnika, jak i w jego ludność cywilną. Ataki hakerskie należy więc uznawać nie tylko za niezgodne z prawem realnym, ale także niecywilizowane, porównując je do ataków bronią jądrową na losowe cele, w wyniku rażenia których ucierpieliby niewinni. Zgodnie z nauką katolicką, której wierna stara się być moja partia, wojna z wykorzystaniem ataków hakerskich nie może być uznana za wojnę sprawiedliwą, stąd jestem jej przeciwnikiem.

GT: Zataczając krąg, wrócę do Pańskiej pierwszej wypowiedzi. Wspomniał Pan w niej, że mikronacje są dla Pana hobby. Czy na pewno? Czy często angażuje się Pan emocjonalnie w sprawy Obu Królestw? Może ma Pan czasami dość i marzy o kilkutygodniowym urlopie, w którym nie będzie Pan musiał użerać się ze swoimi oponentami?

DvW: Emocje towarzyszą nam w życiu przez cały czas. Nie inaczej jest wtedy, gdy angażujemy się w mikronacjach. Emocjami można jednak grać i tak samo, jak moja postać jest częściowo fikcyjna tak i emocje, które są przeze mnie wyrażane mogą być również grą. Emocje nie mogą jednak wpłynąć na pragnienie urlopu. Będzie tym raczej znudzenie. W Królestwie Dreamlandu jestem ponad 5 lat i wydaje mi się, że okres częstszych i dłuższych urlopów szybko się do mnie zbliża.

GT: Przewiduje Pan zakończenie swojej mikronacyjnej działalności w dalekiej przyszłości?

DvW: Z całą pewnością, chociaż wróżeniem z fusów będzie dywagowanie, kiedy mogłoby się to stać.

GT: Bardzo dziękuję za udzielony wywiad.

DvW: Również dziękuję za wywiad.
Dotacje
Serduszka
Nie jesteś zalogowany i nie dodasz serduszka
Komentarze
Ten komentarz czeka na serca.
Serducho dla przeprowadzającego wywiad, ale nie mogę niestety napisać, że czytanie tego artykułu było przyjemnością :(
odpowiedz
Jahn Dagobard ik Thórn-Mákovski, 10.09.2017 r. o 15:55:00
Šóiš! Na taki wywiad czekałem.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Robert von Thorn, 10.09.2017 r. o 16:47:39
Dałem serce bo takie wywiady zasługują na uznanie. Wkład pracy, trudy rozmowy z piekielnym hartem dreamlandzkiej korony — to wymaga rekompensaty.

Co zaś odnośnie treści... psy szczekają, karawana jedzie dalej.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Eradl Adrien Marcus Pius da Firenza, 10.09.2017 r. o 20:23:14
No i GJ kurde :)
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Vladimir ik Lihtenštán, 11.09.2017 r. o 07:20:49
@RemigiuszL Czytanie nie było przyjemnością, bo tekst za długi, czy temat drażliwy?

Mój wniosek z tej rozmowy jest jeden. Obie strony mniej lub bardziej nawołują do konfliktu, ale nikt tak naprawdę nie wie, jak miałby zostać rozstrzygnięty. Awara jeszcze długo pozostanie przy Sarmacji wbrew słowom Gastona de Senancoura.
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Vladimir ik Lihtenštán.
@Vladimir Za drażliwy, długość w sam raz ;)
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Vladimir ik Lihtenštán.
Konrad Jakub Arped-Friedman, 11.09.2017 r. o 23:11:58
Nie będzie ataku hakerskiego, bo jest to niezgodne z doktryną katolicką.

Śmialiście się z Jana Pawła II, ale to on uratował nas przed katastrofą. Szach mat, ateiści!
odpowiedz

Rejestr zmian

Ten komentarz czeka na serca.
Fryderyk Karol Albert Orański-Nassau, 11.09.2017 r. o 23:29:48
Jak tacy cwani panowie jesteście to dawajcie. Jeśli to od was zależało, żeby z nami walczyć to jak byście to załatwili? Oczywiście mówię o metodach niegodnych pożałowania.
Ten komentarz czeka na serca.
Fryderyk Karol Albert Orański-Nassau, 11.09.2017 r. o 23:31:16
Jeśli to od was by zależało* wrr, brak edycji kilka minut po publikacji w Sarmacji jest problematyczny.
Ten komentarz czeka na serca.
Daniło de la Vega, 11.09.2017 r. o 23:37:49
Wywiadu udzieliłem dla gazety z siedzibą w dzikim kraju, który stosuje niecywilizowane metody walki. Nie liczę na zrozumienie, że wojna z wykorzystaniem ataków hakerskich jest w mojej opinii niecywilizowana.
Lubią ten komentarz: Vladimir ik Lihtenštán.
Viktor von Vihren, 12.09.2017 r. o 17:23:34
8d1879fd4d403.jpg

Gołąbek pokoju?
Ten komentarz czeka na serca.
Vladimir ik Lihtenštán, 12.09.2017 r. o 21:14:52
Taki psikus. Wiadomo, kto się czubi, ten się lubi.
odpowiedz
Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany